Z ogromnym wysiłkiem otworzyłem oczy. Ciężkie powieki uwolniły przemęczone źrenice, które natychmiast zderzyły się z gęstym, przyciemnionym światłem piwnicznej wilgoci i wywołały serię łez, spłukujących z powierzchni delikatnych oczu niepewność czasoprzestrzeni. Skisłe opary męczącego dnia powędrowały pod sufit i skumulowały się w ciemne gradowe chmury. Powietrze wirowało, kłębiło się tumanami, tętniło nade mną niczym napęczniała aorta wyrzucająca z siebie w równomiernych odstępach czasu siklawę jasnoczerwonej krwi.
Przekręciłem głowę w lewą stronę i tam, gdzie zawsze stała jasna komoda z sześcioma szufladami, leżał kanciasty granitowy głaz. Spadające krople deszczu rozbijały się o jego ostre krawędzie i spływały w dół, żłobiąc nierówne bruzdy. Rozpadało się na dobre. Nie mogąc się podnieść, siłowałem się z niewidzialnymi więzami przytrzymującymi mnie na łóżku. Zrezygnowany przestałem się miotać i zacząłem łykać powietrze łapczywymi chaustami, wyginając przy tym ciało w giętki pałąk.
W pewnym momencie przy kamieniu pojawiła się postać w ciemnym ubraniu i założyła na piersiach ręce. Naciągnięty na głowę głęboki kaptur uniemożliwiał rozpoznanie przybysza. Opierał się o głaz i nie wykonywał żadnych ruchów. Wyglądało na to, że przygląda się czemuś lub żarliwie modli. Rozsunął po chwili zamek bluzy i odrzucił kaptur, ukazując oblicze. W mig rozpoznałem jego rysy - szczupła, pociągła twarz, prosty nos, małe, wąskie usta, duże niebieskie oczy, ciemnobrązowe brwi i gładkie czoło. To był Lemur Błękitnooki. Zrobił krok do przodu i spojrzał prosto w moje oczy.
- Zupełnie ciebie nie rozumiem - odezwał się po chwili, a jego usta wykrzywiły się w kwaśnym, ironicznym półuśmieszku, a twarz nabrała spantagruelizowanych kształtów, napęczniała i pokryła się fioletowymi żyłkami niby u tygodniowego topielca. Oczy zapadły mu się do wnętrza czaszki, a z miejsca nosa zionęła czarna dziura.
- Zupełnie ciebie nie rozumiem - powtórzył czerstwymi nieruchomymi ustami i odwrócił się tyłem, spuszczając głowę. Wyglądało, jakby płakał.
- Odejdź... Zapomnij... - Wykrztusił błagalnym tonem.
- Ja też nie rozumiem - wyszeptałem i pozwoliłem, by wzbierająca woda bez przeszkód wdzierała się w potarganą i zranioną duszę.
Tagi
Antropologia
(3)
Bajkolandia
(6)
Błazenada
(14)
Cytaty
(2)
Dalekie wyprawy Katty
(7)
Dziobaki
(5)
Dziwne przypadki Katty
(19)
Fantasmagorie
(9)
Film LGBT
(1)
Filmy i seriale
(1)
Fotki
(5)
Homoseksualizm
(2)
Inne inności
(6)
Inne Lemury
(21)
Kattio-narratio primo
(4)
Kuchnia Lemura
(2)
Lektury Lemura
(3)
Lemur Błękitnooki
(11)
Lemur Jasnowłosy
(1)
Lemuria Mała
(15)
Lemuria Wielka
(8)
Lemuria Średnia
(2)
Media i Kultura
(6)
Moda Lemura
(3)
Nieparzystokopytne
(8)
Odkrycia Lemura
(4)
Parzystokopytne
(7)
Powszechność
(8)
Seks
(2)
Uczucia
(10)
Wiosna
(2)
Wrażenia
(21)
Zima
(4)
0 komentarze:
Prześlij komentarz