niedziela, 31 grudnia 2017

540. Krótkie podsumowanie

Kolejny rok się kończy...
Co tu dużo gadać - dla mnie rok 2017 był rokiem złym, niedobrym, nierównym, chaotycznym, nerwowym, stresującym, dołującym i męczącym. Jakoś przez niego przebrnąłem... Nie wiem, jak znalazłem w sobie tak duże zaparcie, by to wszystko pokonać...

PRACA:
Tak katastrofalnego roku w strefie zawodowej jeszcze nie miałem...
Pięć różnych miejsc pracy... W czerwcu, tak bez zapowiedzi, bez uprzedzenia, firma zamknęła nasz sklep. W ciągu jednego dnia jedenaście osób poszło na ulicę. Menadżer regionalny wręczył nam jakieś papierki, wypisał jakieś oświadczenie o upadłości, obiecał dać referencje (czego nie zrobił) i otworzył nam drzwi. Na pożegnanie pomachał nam ręką zza szyby. I tyle go widzieliśmy...
W wyniku likwidacji podstawowego miejsca pracy straciłem też swoją drugą, weekendową pracę w restauracji, gdyż nie było możliwości połączenia jej z nową pracą...

Drugim miejscem była moja dawna firma, w której pracowałem na początku emigracyjnego życia... To był ogromny błąd... Ci wszyscy ludzie doprowadzali mnie tam do pasji... Pięć osób stało z rękoma w kieszeniach, a jedna robiła wszystko... Zauważyłem, że oddział ten bardzo upadł na jakości produkcji, spadły higiena i czystość miejsca pracy, przestano dbać o dobre warunki pracy oraz o kwalifikacje pracowników (brudne uniformy, brudna hala produkcyjna, brudny sprzęt, menadżer nie zwracający uwagi na jakość produkcji, pracownicy robiący wszystko "na odwal się", supervisor, który nie potrafi wykonać podstawowych zadań!!). Zrezygnowałem po dwóch tygodniach.

Potem wyjechałem z Anglii z nadzieją znalezienia pracy w Polsce... Chodziłem, pytałem, zaglądałem, dawałem swoje cv (okrojony, skrócony, przekłamany i tym samym fałszywy świstek papieru!!). Patrzono na mnie, jakbym w sierpniu urwał się z choinki... Po ponad miesiącu wróciłem do UK...

Trzecie miejsce... To było piekło... Zrezygnowałem po sześciu dniach... (Rollo wytrzymał w tej samej firmie, ale w innym mieście, zaledwie dwa dni...).

Czwartym miejscem jest aktualna praca w sąsiednim mieście. Minęły już trzy miesiące, jak tam jestem.
W miniony piątek (29 grudnia) zadzwonił do mnie szef restauracji. Potrzebował wsparcia na sali, a że miałem wolny dzień, poszedłem im pomóc. Myślałem, że jednorazowo... Ponownie zaproponował mi pracę u siebie... Nie wiem, czy dam radę na dwa miejsca...

ŻYCIE:
Rok temu napisałem, że marzy mi się samotna wyprawa gdzieś na koniec świata i zaszycie się w jakichś odludnych zakątkach z aparatem i ciszą dokoła...
Udałoby się, gdyby firma nie zamknęła mojego sklepu i tym samym nie zostałbym skazany na tułaczkę po różnych firmach... Ech...

Znów nie udało się z przeczytaniem 52 książek wg portalu lubimyczytac.pl
Chyba nigdy "nie zaliczę" cyfry 52...
Przeczytałem tylko 23 książki (w roku 2014 - 32 pozycje, w roku 2015 - 31 pozycji, w roku 2016 - 25 pozycji). Ciągle spadam!
Najlepsze przeczytane książki:
Anna McPartlin "Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu"
Benjamin Alire Saenz "Inne zasady lata" (czytana drugi raz)
Mikołaj Milcke "Różowe kartoteki"
Jakub Małecki "Błędy"
Anna Onichimowska "Koniec gry"
John Boyne "Chłopiec na szczycie góry"

Jedynym udanym akcentem tego roku jest "bycie samym dla siebie". To mi wyszło dość dobrze!
Niczego sobie nie życzę na 2018 rok.
Chciałbym jedynie więcej czytać i znacznie lepiej pisać...

1 komentarz:

  1. I tych owocnych wyników w czytaniu i pisaniu Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń