Pokłóciłem
się dziś ze swoim lustrzanym odbiciem. Bez mojej zgody w
równoległym pokoju wprowadził zdziwaczałe zielone kolory na
pięciu ścianach, a na nich, nieco infantylnymi posunięciami,
kredką naszkicował niby pąki i gałązki krzewinek parkowych, a do
tego rozrzucił po podłogach szumiące muszle ślimacze i poustawiał
w kątach niemrawo poskręcane brązowo-żółto-zielone paprocie.
Rośliny te, niektóre wybujałe, inne rachityczne i opancerzone
szarymi rybimi łuskami, stworzyły nastrój triasowo-jurajskiej
dziczy, pełnej zagubionych ważek i motyli gigantów.
Początkowo
byłem na niego zły, bowiem nie uzgodnił ze mną żadnych
szczegółów i czmychnął mi przed oczyma, nie reagując na moje
zawołanie. Zarzucając na ramiona szeleszczący płaszcz
przeciwdeszczowy, przekroczyłem granicę płaskiej tafli i,
zanurzając się w srebrowatości powierzchni niczym dłoń niknąca w toni jeziora, wszedłem do jego świata (do tego czasu to on zawsze przychodził do mojego pokoju, z
którego widnieje widok na cztery świata strony).
Przekroczywszy
bez jego wiedzy granicę jawy i snu, znalazłem się w miejscu dotąd
znanym mi jedynie z jego opowieści. Po raz pierwszy byłem w świecie
jego wyobraźni. Otoczył mnie półmrok i gęsta niczym śmietana
przeźroczysta atmosfera, w której, niby w bańce mydlanej,
zawieszone były drobne koślawe cząsteczki przypominające
wyłuskane ziarna fasoli. Próbowałem schwycić jedno, lecz odbiło
się sprężynowym odskokiem, wydało nieokreślony pisk i schowało
się za rozłożystym ostem.
Zafascynowany
egzotyką świata Lemura zagapiłem się i nieostrożnym krokiem
obudziłem śpiącego pod kępką więdnącej trawy czarnego krocionoga.
Podniósł się na tylnich parach odnóży, wygiął w nienaturalny
sposób i syknął ostrzegawczo. Chciałem się wycofać, lecz
stawonóg rósł i potężniał, wydawał coraz groźniejsze odgłosy
i zaczął nacierać. Cofając się, kątem oka dostrzegłem gniazdo,
a w nim korale jaj ułożonych obok siebie i pozlepianych śluzem
niczym kiść winogron. Zrobiwszy trzy kroki do tyłu, natknąłem
się na odłamany liść rododendronu. Uniosłem go i chciałem
zasłonić się nim lub ewentualnie odsztraszyć wija, lecz ten nadął
się, naprężył i spotężniał jeszcze bardziej, powiększając odwłok z trzy razy. Spoglądając na potwora zza
liścia, dostrzegłem jego paszczę z ostrymi narządami
tnąco-rozdrabniającymi, które swoim wyglądem przypominały
pajęcze szczękoczułki i nogogłaszczki.
Skamieniały
oparłem się o pień pinii i oceniłem swoje szanse w walce z nim
jako zerowe. "Dla ciebie tu przyszedłem i dla ciebie zginę"
- swoje myśli skierowałem ku Lemurowi, "Dlaczego mieszkasz w
tak niebezpiecznym miejscu? Gdzie jesteś?" - myśli
bezsensownie tłukły się po mojej głowie. Nawet nie zauważyłem
tego, jak po dłuższej chwili owad nieco się uspokoił, położył
tułów na ziemi i począł maleć. Zmienił także ubarwienie -
segmenty jego ciała naprzemiennie były czarno-czerwone, z czego
każdy czarny segment lśnił metalicznym połyskiem, czerwone zaś
były matowe. Wij przestał także syczeć.
Gdy był mniej więcej
wysokości owczarka, odrzuciłem liść rododendronu,
którym wcześniej, niby parasolem, zasłaniałem się przed jego
atakiem i zrobiłem nagły zwrot ku majączącemu za kępą paproci
lustrzanemu przejściu, lecz zamiast ulgi ucieczki poczułem na udzie palący żar ognia i
padłem twarzą w mokrą ściółkę.
Ocknąwszy
się, dojrzałem nad sobą pochyloną sylwetkę Elbiego i jego zatroskaną twarz. Delikatnymi, aczkolwiek stanowczymi ruchami rozpiął i zsunął mi spodnie i do rany przyłożył lepką żywicę.
- Na
szczęście nie są jadowite - uśmiechnął się.
-
Szukałem ciebie... - wydusiłem po chwili. - Szedłem za tobą, ale
natknąłem się na tego robala i... - syknąłem, bo wiązał
dość mocno wokół mojego uda cienką linką bladozielony liść.
-
Pamiętaj, nie możesz nigdy więcej wejść do mojego świata. Nie
rozumiesz go. - Spoważniał i spochmurniał.
Wstał i
z pozycji stojącej wręcz nakazał:
- Obiecaj
mi, że nigdy więcej nie będziesz mnie szukał!
- Ale... - westchnąłem.
Gdy
przekroczyliśmy barierę świata jawy i snu, dostrzegłem, że ma na sobie czarne spodnie i czerwoną bluzę. Z wrażenia
rozchyliłem usta i wlepiłem w niego oczy.
- Co się
stało? - Zapytał.
- Nic...
-
Pamiętaj, nigdy więcej nie wchodź do mojego świata, bo może się
to skończyć dużo gorzej. - I znikł za szklaną barierą, a ja
tępym wzrokiem patrzyłem w punkt na lustrze, w którym przed
chwilą się rozpłynął.
-
Rozumiem - wyszeptałem - ale...
Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)