Przyszedł w nocy i usiadł jak zwykle w fotelu pod ścianą. Mimo zachowanej przez niego ostrożności przebudziłem się. Usiadł na łóżku i przyglądał mi się ciekawie. Przyjął moją ulubioną pozę - uniósł rękę do twarzy i, przechylając głowę na bok, przyglądał się mi. Po chwili położył wskazujący palec na ustach, prosząc o zachowanie absolutnej ciszy. Pochłaniałem go wszystkimi zmysłami, bałem się drgnąć, by nie zakłócić falowania czasoprzestrzeni i nie spowodować tym samym rozpłynięcia się nocnego gościa. W pokoju zaległa nieprzenikniona cisza. Można było usłyszeć jedynie dwa rodzaje oddechów - jeden spokojny, miarowy, głęboki, drugi rwany nagłymi wstrząsami, płytki i nierównomierny. Nie wiadomo, ile to trwało, ale prawdopodobnie długo, gdyż musiałem w końcu rozprostować zastygnięte stawy i rozmasować ścierpnięty kark. Elbi nawet nie drgnął, nadal siedział w przyjętej pozie i przyglądał się mi z perspektywy przechylonej głowy. Nagle uniósł rękę i poprawił sprawnym gestem bezramkowe okulary na nosie i zaczął przyglądać się meblościance, jakby czegoś na niej szukał. Patrzyłem na jego piękny profil z prostym nosem i z delikatną ciemną brwią zarysowaną na jasnym czole.
- A gdzie jest ramka z moim zdjęciem? - Zapytał. Zerknąłem na półkę z książkami, gdzie stała przezroczysta ramka z jego fotografią. Podszedł do niej i obrzucił swe papierowe oblicze jednosekundowym spojrzeniem i, niby przez teleport, niesamowicie szybko znalazł się przy łóżku. - Trochę się zmieniłem od czasu zrobienia tego zdjęcia - zanurzył swe długie i niby wyrzeźbione w najdelikatniejszym drewnie palce w moich włosach. - Takiego cię pamiętam - wyszeptałem. - Niedobrze, bardzo niedobrze - szeptał, nadal gładząc włosy. - Musisz ponownie zasnąć - odezwał się po chwili milczenia. - Nie chcę spać, chcę z tobą rozmawiać, być... Usiadł tuż obok poduszki. Zamknąłem oczy i chłonąłem jego cudowny zapach. Położyłem głowę na jego kolanach i oddałem się pieszczocie mierzwienia. - Nie odchodź, zostań na zawsze... - Śpij, śpij i nie myśl za dużo... Gdy ponownie otworzyłem oczy, jego już nie było, pozostał jedynie na podusze zapach, który co minutę przywoływał jego wiecznie znikający i niestabilny obraz.
Po przeczytaniu ostatniej strony zamknąłem książkę i odłożyłem ją na ławę. Po całym dniu spędzonym w łóżku zapragnąłem znaleźć się pod prysznicem. Wszedłem do łazienki i ustawiłem chłodnawą wodę. Prysnęła mocnym strumieniem. Rozłożyłem na półce świeże ubrania, a te przenoszone wrzuciłem do pralki. Wszedłem do kabiny i oddałem swe nagie ciało pieszczocie chłodnej wody. Wystawiłem twarz w stronę natrysku i rozmarzyłem się. Nie trwało to zbyt długo, gdyż z zamyślenia wyrwało mnie głośne stukanie w szybę kabiny. Spojrzałem za siebie i dostrzegłem cień. - Czekam na ciebie już z kwadrans - odezwał się i wyszedł z łazienki, trzaskając za sobą drzwiami. Rozpoznałem głos. Zakręciłem kurek i sięgnąłem po duży granatowy ręcznik. Wytarłem twarz, przesuszyłem włosy, by nie kapała z nich woda i zawinąłem się nim w pasie. Siedział już w dużym pokoju, w fotelu tuż pod oknem. Założył nogę na nogę i splótł ręce pod brodą. Usiadłem na kanapie po jego prawej stronie i naciągnąłem na wilgotne ciało biały podkoszulek. - Opaliłeś się trochę - zaczął rozmowę i rozłożył ręce. - Trochę - odparłem. - Od trzech dni próbuję się z tobą skontaktować... - zacząłem. - Byłem zajęty. Nie miałem czasu dla ciebie - przerwał mi i odwrócił głowę. - Poza tym nie miałem ochoty słuchać twoich opowiastek o wyjeździe i o tych wszystkich bzdurach - spojrzał mi prosto w oczy i zrobił cyniczną minę. - Rozumiem... - westchnąłem i zapatrzyłem się w podłogę. Zapadła cisza. Nie odezwał się ani razu, lecz było widać po nim, że jest niespokojny i czymś się denerwuje, jakby czekał na coś lub na kogoś. Spojrzałem na niego, lecz spiorunował mnie takim wzrokiem, że serce mi zamarło. - Stało się coś? - zapytałem nieśmiało. - Jesteś dzisiaj bardzo dziwny... - Widziałem się z nim - odparł. - Z kim się widziałeś? - spytałem nieco zaskoczony, bo do tej pory pokazywał się tylko mi. - Z nim - uciął rozmowę i zaciął usta. - Ciekawe rzeczy mi opowiedział. - Kompletnie ciebie nie rozumiem - nadal zbity z tropu próbowałem rozeznać, co ma na myśli. W tym właśnie momencie, niby z oparów mgły, wszedł do pokoju on. Stanął w przejściu, spojrzał na niego i kiwnął mu głową na powitanie i usiadł w fotelu przy ścianie. Na mnie nie spojrzał ani przez chwilę. Dotarł do mnie aromat jego egzotycznej perfumy i zapach leśnych owoców. - Aha... - westchnąłem i spoglądałem to na jednego, to na drugiego. Obaj milczeli. - To jakiś spisek? Kawał? Próba? - zacząłem się motać we własnych myślach. Jeden roześmiał się gromkim śmiechem, co wprawiło mnie w zakłopotanie, drugi natomiast spojrzał na mnie przeciągłym wzrokiem i zadumany oparł brodę na dłoni. - Przecież wy nie możecie się widzieć! - A jednak - odezwał się ten pierwszy i znów cynicznie się uśmiechnął. - Starałeś się nas ukrywać przed sobą, ale ci się to nie udało - uniósł się nieco z fotela. - Ukrywać?! - nie mogłem wprost uwierzyć w to, co usłyszałem. Spojrzałem na jednego i drugiego. Spoważnieli. - Ja chyba śnię... - Zawsze śnisz... - Śnię kiedy trzeba. - I wtedy kiedy nie trzeba... - Pomieszałeś fakty i niefakty ze sobą... - Wielokrotnie się pomyliłeś w ocenie sytuacji... - Chciałeś być, jednocześnie nie będąc... - Jawa pomaga ci w snach, sny zaś pomagają ci na jawie... - Sen we śnie pomaga mi w spotkaniach z tobą i niczego więcej nie pragnę - spojrzałem mu prosto w oczy - natomiast stan półjawy i półsnu pomaga widywać mi się znów z tobą - próbowałem nadążyć za jego myślami. - Nie! Mylisz się! - odparł po chwili. - Dlaczego? Pogubiłem się w tym wszystkim! Przecież ty to jedno, a ty to drugie! - zwątpiłem w swoje możliwości intelektualne i spojrzałem w oczy jednego, potem drugiego. - Wytłumaczcie mi, jak to możliwe, że się spotkaliście, skoro jest to niemożliwe! - Niemożliwe stało się możliwym - po raz pierwszy odezwał się ten drugi i wstał z fotela. - Na nas już czas. Zobaczyłeś to, co miałeś zobaczyć. To tyle... - Chcę zrozumieć! - Zastąpiłem mu wyjście. - To proste! To nie jest ani jawa, ani sen. To rzeczywistość wyimaginowana przez tkankę twego życiowego koszmaru. To coś jak realny sen, lecz niemożliwy w swej istocie. Wciągnąłem powietrze w płuca i nie mogłem mu nic odpowiedzieć. - Najpierw zrozum to, czego nie chcesz pojąć, a dojdziesz do sedna sprawy. - To po co przyszliście do mnie razem? Chyba jednak wolę rozmawiać z wami w pojedynkę. - Aby pokazać ci, że niemożliwe staje się możliwym. - Nadal tego nie rozumiem! Sen nie może być jednocześnie jawą! - Może być! - Jak? - Pomyśl! Schwycili się pod ramiona niby starzy dobrzy przyjaciele i weszli do otwartego już ściennego zwierciadła, a ja sięgnąłem po mydło i namydliłem nim wilgotną gąbkę, zanurzając się cały pod strumieniem chłodnej wody.