Jednak miejsce to jest nie tylko miejscem wesołych pogaduszek, to miejsce, gdzie nasi rezydenci umierają. To jest ich dom. Mieszkają tu aż do śmierci. Po śmierci także. Ich byty pozostają w murach całego budynku. Na jak długo, tego nie wiem.
Mary Jane "spotkałem" pod koniec ubiegłego roku (wpis nr 539), a potem jeszcze dwa razy. Raz stała na końcu korytarza na trzecim piętrze. Dostrzegłem ją kątem oka, gdy wyszedłem z kuchni. Gdy zwróciłem się w jej stronę, spojrzała na mnie i zniknęła za rogiem. I drugi raz, jakiś tydzień temu, gdy stałem na tym samym korytarzu wraz z moim szefem i omawiałem z nim nową rotę. Po prostu wyszła zza rogu i spokojnym, dość szybkim, płynącym wręcz "krokiem" minęła nas. Zawiesiłem się w połowie jakiegoś słowa i wodziłem za nią wzrokiem do momentu, aż zniknęła w bocznym korytarzu (mój szef zauważył moją konsternację i wybałuszył oczy, pytając: "Co ci jest? Wyglądasz, jakbyś ducha zobaczył... Spojrzałem na niego nieco zszokowany i wydukałem: "Nic... To była tylko... Och, nic już..." A potem patrzył na moje ręce, gdyż próbowałem ukryć przed nim, rozcierając przedramiona, ostro zarysowaną gęsią skórkę).
![]() |
Korytarz, na którym pojawia się Mary Jane. |
Ludzie nie lubią historii o duchach, boją się ich lub po prostu ironicznie się uśmiechają, słuchając o ludziach, którzy mogą mieć z nimi kontakt.
A teraz historia o żywych.
Pisałem kiedyś o rozhisteryzowanej Helen. Jest straszliwie pamiętliwa i zacięta. Ja też taki umiem być, choć to nie przeszkadza mi w płataniu jej figli (chyba właśnie poprzez te żarty tak bardzo się zacięła).
W kuchni dzwoni telefon. Podchodzę. Na wyświetlaczu widzę, że to ktoś z drugiego piętra.
- Słucham - pytam.
- Mówi Helen z drugiego piętra... - rozpoznaję jej piskliwy głosik i już mi miga ostrzegawcza lampka nad głową.
- Och, przykro mi, ale nie wiem, gdzie jest Helen... - odpowiadam.
- Ale to ja jestem Helen - piska do słuchawki.
- Ale Helen tutaj nie ma - już prawie duszę się ze śmiechu.
- To ja jestem Helen... - słyszę nacisk w jej głosie.
- Chyba widziałem ją na pierwszym piętrze... Mam iść jej poszukać? - Zapytałem.
Walnęła słuchawką.
Potem widziałem ją na drugim piętrze. Odwróciła się do mnie plecami i z wielkim fochem gdzieś poszła.
Najlepszą przyjaciółką Helen jest Czerwiec (ang. June). To kobieta o jeszcze gorszym charakterze i paskudnym obejściu. Ogólnie to mówię na nią Wąż, ale to już chyba będzie inna opowieść.