Wczoraj w nocy odwiedził mnie Lemurek Błękitnooki. Wszedł do pokoju i zbudził mnie rozsiewając dokoła swój zapach. Z początku go nie poznałem, dopiero po chwili, w nikłym świetle latarni spoza okna, dostrzegłem jego piękną, lecz poważną twarz. Usiadłem na łóżku i podziwiałem jego dziwny strój (nigdy by się tak nie ubrał) - białe lniane spodnie, biały golf i długi, sięgający podłogi, czarny flauszowy płaszcz. Na szyi zawiązaną miał dużą czerwoną kokardę. Wyglądał niczym bohater "Rozważnej i romantycznej". Po długiej chwili milczenia sięgnął ręką do delikatnego tiulu i rozwiązał kokardę. Dwa kawałki materiału luźno sięgały podłogi. Wtem zaczął wiać silny wiatr. Szarpał jego płaszczem na wszystkie strony. Wielkie krople deszczu rozbijały się dokoła wzbijając do góry tumany kurzu z piaszczystego podłoża. Wyciągnął do mnie ręce i w tym momencie zaczął zapadać się w wodzie. Sparaliżowało mnie. Nie mogłem się ruszyć. Patrzyłem, jak znika w czarnej mazi, patrzyłem, jak go pochłania wir zhiperbolizowanego mojego strachu, wchłaniałem go w siebie niczym krem wmasowany w wysuszoną twarz staruszka, który po raz pierwszy w życiu spojrzał w lustro i przeraził się własnym starczym odbiciem. Znikł. Na powierzchni zostało kilka bąbli sfermentowanej wody, kilka pęcherzy zgniłego żółtego gazu i rozwiązana czerwona kokarda. Zamknąłem oczy, wziąłem głęboki wdech i wyszedłem z domu, trzymając w kieszeni piżamy zwinięty kawałek czerwonego tiulu.
Natomiast dzisiaj w pracy doznałem niemałego szoku. Jak każdego dnia po firmie kręciło się sporo klientów. Jedni wchodzili i wychodzili, inni zostawali nieco dłużej. W pewnym momencie do kontuaru podszedł mężczyzna. Mimowolnie spojrzałem na niego i struchlałem. Jakieś trzy metry przede mną stał Elbi. Z wrażenia opuściłem ręce i jak zahipnotyzowany patrzyłem na niego. Musiał to zauważyć, gdyż podniósł wzrok i spoglądaliśmy na siebie. Uśmiechnął się, spuścił wzrok, otoczył się i wyszedł. A ja nadal stałem niemo i liczyłem uderzenia wiszącego obok zegara.
Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)
piątek, 25 października 2013
środa, 23 października 2013
Sen 116. A może to już koniec?
Wróciłem z nocnej zmiany i nie chce mi się spać. Zawinąłem się w ciepły koc, wsunąłem poduchę za plecy i załączyłem komputer. Ostatnio mało tutaj piszę. Wynika to z ogromnej monotonii mojego życia i z tego, że czas przyspieszył swój bieg. Prawie każdy dzień jest taki sam, takie same czynności, te same godziny, te same słowa, te same ruchy, ci sami ludzie. Z jednej strony to dobrze dla mnie, bo z każdym dniem mam bliżej do mojego końca, nie zależy mi już. Na moje niepisanie wpłynął także inny czynnik - dużo lepsze samopoczucie. Zauważyłem, i jestem nawet tego świadom, że od kiedy zacząłem palić, czuję się dużo lepiej. Zniknęły koszmary, lęki, sypiam lepiej, rozmawiam z ludźmi, nie czuję przytłoczenia i ciężaru wewnątrz siebie. Czyżby papierosy minimalizowały depresję? A może to coś innego tak działa? Jedno wiem na pewno - czuję się lepiej, a poprzez to mniej piszę i być może wkrótce zniknę stąd całkowicie.
Teraz tak z innej beczki: ktoś w pracy próbuje mnie swatać. Tłumaczyłem już kilka razy, że jest to nieetyczne, a poza tym nie chcę nikogo poznawać i nie czuję takiej potrzeby, by kogoś mieć. To już nie dla mnie, jestem sam dość długo i niechaj tak zostanie. Jednak ta osoba tego nie rozumie i nadal napiera. Akurat w tej kwestii będę stanowczy - NIE!
Teraz tak z innej beczki: ktoś w pracy próbuje mnie swatać. Tłumaczyłem już kilka razy, że jest to nieetyczne, a poza tym nie chcę nikogo poznawać i nie czuję takiej potrzeby, by kogoś mieć. To już nie dla mnie, jestem sam dość długo i niechaj tak zostanie. Jednak ta osoba tego nie rozumie i nadal napiera. Akurat w tej kwestii będę stanowczy - NIE!
poniedziałek, 21 października 2013
Sen 115. Pada deszcz
Po wielu perypetiach, zawirowaniach, kilku trudnych rozmowach, serii porozumień i nieporozumień znów jesteśmy obok siebie. Gdy stanowczo oznajmiłem, że odchodzę i zacząłem pakować walizkę, powiedział, że jestem dla niego kimś ważnym i nie pozwoli mi odejść, a jak ucieknę w nocy, to mnie odnajdzie nawet na drugim końcu świata i rozbije mi nos.
A w Belo Horizonte od tygodnia pada deszcz.
A w Belo Horizonte od tygodnia pada deszcz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)