Do Gdyni jedziemy jutro rano z przesiadką w Poznaniu. Na miejscu powinniśmy być około 18.30. Będziemy mieli jeden dzień więcej na włóczenie się po Trójmieście lub większe zakupy w galerii we Wrzeszczu, chyba że weźmiemy samochód i gdzieś się wybierzemy. Czas zorganizujemy sobie odgórnie, nie zmarnujemy ani jednej godzinki.
Błękitnooki trochę się stresuje tym wyjazdem - stwierdził, że to daleka, długa i niewygodna podróż... Moją reakcją było uniesienie brwi i genialna mina skonsternowanego filozofa... Odpowiedział mi taką samą miną. Gombrowicz pękłby ze śmiechu!
Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)
środa, 16 marca 2016
wtorek, 15 marca 2016
Sen 370. Eurodance
Wczoraj się ucieszyliśmy, gdyż w końcu pojawiło się słoneczko. Nasza radość nie trwała zbyt długo, nawet byliśmy zaskoczeni i nieco zdegustowani, gdy dziś rano za oknem zobaczyliśmy... śnieg. Odwykliśmy od takich widoków.
Przypominamy sobie dziś stare kawałki disco. Błękitny wygrzebał znane nam przeboje z czasów, gdy byliśmy piękni i młodzi i imprezowaliśmy całymi nocami wraz z Elbim, i słuchamy niektórych nawet po kilka razy. Mamy teraz trochę wolnego czasu i planujemy zrobić playlisty do naszych przenośnych odtwarzaczy i do telefonów. Zasłuchaliśmy się ponownie w Sash!, i nie tylko zasłuchaliśmy, ale i w tym teledysku wypatrzyliśmy zajebistych tancerzy, szczególnie podoba nam się ten blondynek. Jest cudowny (oczywiście wizualnie)! Nie wspomnę już o tym, że mają świetny układ choreograficzny.
W tym roku urlop mija nam sennie. Angina pokrzyżowała nam plany i siedzimy w domu i albo słuchamy muzyki, albo oglądamy horrory jeden za drugim, albo czytamy. Bzyczek zaczął od tomiszcza Olgi Tokarczuk "Księgi Jakubowe", ja "walczę" z literaturą holokaustu. Aktualnie kończę porażający dokument "Sonderkommando. W piekle komór gazowych" Shlomo Venezia. Napisałem już krótką recenzję, ale nie jest ona obiektywna i neutralna, gdyż nie umiem podejść do tej książki bez emocji. O obozach zagłady przeczytałem mnóstwo literatury i różnych publikacji (przed emigracją, za czasów studiów doktoranckich, oprowadzałem szkolne wycieczki po obozach Auschwitz-Birkenau), ale mogę otwarcie powiedzieć, że taki dokument mam w rękach po raz pierwszy. Gdyby była ładniejsza pogoda, namówiłbym Bzyczka i odwiedzilibyśmy muzeum.
W czwartek nocnym pociągiem jedziemy do Trójmiasta (lub w piątek rano). Jutro uzgodnimy szczegóły z naszą znajomą, którą chcemy odwiedzić. Wybierzemy się do Sopotu na molo i na gdańską Starówkę. I tyle będzie wyjazdów podczas naszego polskiego urlopu. Wszystko popsuła angina. Eh....
niedziela, 13 marca 2016
Sen 369. Dialogi niepełne
1.
- Przyjedź do Zabytkowego. Pogadamy, pójdziemy na piwo - przez telefon namawia mnie R.
- Nie wiem. Pogoda pod psem, a dopiero co podreperowałem u siebie anginę. Zresztą, nie tylko ja... - odpowiadam.
- No, rozumiem - naciska R. - Na pewno nie jest aż tak źle. Wiesz, że nie trawię za bardzo tego twojego fagasa, ale możesz go wziąć ze sobą. Jakoś to przeżyję...
- A czy on to przeżyje? - Parsknąłem do telefonu.
- Czemu go tak nie lubisz? - Zapytałem po chwili.
- Bo uczepił się ciebie jak rzep psiego ogona! Tęsknię za tobą i Elbim... - głos się nieco załamał.
- Rozłączam się! Zadzwoń do mnie, jak trochę ochłoniesz - przerwałem R. w połowie zdania.
- Rozmawiamy szczerze, tak?!
- Tak.
- Więc mówię to, co myślę! Z Elbim byliście jak dwie połóweczki czerwonego jabłuszka...
- Jedziesz, jedziesz... - zaśmiałem się z przekąsem.
- To były piękne czasy... - usłyszałem głębokie wzdychanie z drugiej strony.
- To nie ja dokonałem takiego wyboru - sprowadziłem R. z chmur na ziemię.
- Żal mi go. Tyle.
- Zagubił się...
- Gówno prawda! Sorry! Stchórzył! Podkulił ogon pod siebie i spierdolił! Sorry! I tyle w temacie! - Głos R. zadrżał.
- W środę będę mógł się wyrwać do Zabytkowego. Wcześniej to raczej nie. I pogadam z Błękitnym o ewentualnym spotkaniu. Okey?
- Okey! Okey! Czekam na wiadomość! - Telefon R. zamilkł, a ja stałem jak otępiały i patrzyłem w zalane deszczem okno.
2.
- Tęsknisz za nim jeszcze? - Pyta A.
- Nie. Już raczej nie. Zresztą nie wiem - odpowiadam. - Przestał przychodzić do mnie w nocy. Zniknął z moich snów.
A. patrzy na mnie.
- Gdybym przypadkowo go spotkał w realu, podałbym mu rękę i przywitał się z nim - uśmiechnąłem się.
- Po tym, co ci zrobił, wydrapałabym mu oczy. Nienawidziłabym go!
- Nie umiem nienawidzić. Zresztą nienawiść niszczy tego, co nienawidzi, bo temu drugiemu to całkiem obojętne. Po prostu podałbym mu rękę, gdyby mnie poznał oczywiście, i zapytał: "Jak się masz?"
- Zmieniłeś się!
- Dojrzałem?
3.
- Wybierz! - Markiza uniosła głos i wskazała palcem na dwie postaci na wpół zanurzone w kłębiącej się mgle.
- Nie zrobię tego!
- Albo jeden, albo drugi! - Krzyknęła i popchnęła obu w stronę krawędzi.
Obaj mieli związane z tyłu ręce i zaklejone taśmą usta. Elbi w rozpiętej do połowy czarnej koszuli i dżinsach, Błękitnooki w czerwonym podkoszulku, krótkich spodniach i mieniącym się w deszczu złotym łańcuszku na szyi.
- Albo jeden, albo drugi! - Krzyknęła ponownie.
- Nie!
- Zatem żaden?
Stali tuż nad krawędzią mostu. Daleko w dole rozbijała się o skały wzburzona woda.
- Wybieram obu!
- Nie możesz!
- A jednak!
Przez sekundę mignęły mi ich twarze i otoczyły mnie wiatr i ciemność.
- O! O! Tego się nie spodziewałam... - zawyła Markiza.
4.
- Obudź się!
- Hmm....
- Miałeś koszmar...
- Tak, chyba tak...
Jego piżama pachniała perfumą i nim samym.
- Przyjedź do Zabytkowego. Pogadamy, pójdziemy na piwo - przez telefon namawia mnie R.
- Nie wiem. Pogoda pod psem, a dopiero co podreperowałem u siebie anginę. Zresztą, nie tylko ja... - odpowiadam.
- No, rozumiem - naciska R. - Na pewno nie jest aż tak źle. Wiesz, że nie trawię za bardzo tego twojego fagasa, ale możesz go wziąć ze sobą. Jakoś to przeżyję...
- A czy on to przeżyje? - Parsknąłem do telefonu.
- Czemu go tak nie lubisz? - Zapytałem po chwili.
- Bo uczepił się ciebie jak rzep psiego ogona! Tęsknię za tobą i Elbim... - głos się nieco załamał.
- Rozłączam się! Zadzwoń do mnie, jak trochę ochłoniesz - przerwałem R. w połowie zdania.
- Rozmawiamy szczerze, tak?!
- Tak.
- Więc mówię to, co myślę! Z Elbim byliście jak dwie połóweczki czerwonego jabłuszka...
- Jedziesz, jedziesz... - zaśmiałem się z przekąsem.
- To były piękne czasy... - usłyszałem głębokie wzdychanie z drugiej strony.
- To nie ja dokonałem takiego wyboru - sprowadziłem R. z chmur na ziemię.
- Żal mi go. Tyle.
- Zagubił się...
- Gówno prawda! Sorry! Stchórzył! Podkulił ogon pod siebie i spierdolił! Sorry! I tyle w temacie! - Głos R. zadrżał.
- W środę będę mógł się wyrwać do Zabytkowego. Wcześniej to raczej nie. I pogadam z Błękitnym o ewentualnym spotkaniu. Okey?
- Okey! Okey! Czekam na wiadomość! - Telefon R. zamilkł, a ja stałem jak otępiały i patrzyłem w zalane deszczem okno.
2.
- Tęsknisz za nim jeszcze? - Pyta A.
- Nie. Już raczej nie. Zresztą nie wiem - odpowiadam. - Przestał przychodzić do mnie w nocy. Zniknął z moich snów.
A. patrzy na mnie.
- Gdybym przypadkowo go spotkał w realu, podałbym mu rękę i przywitał się z nim - uśmiechnąłem się.
- Po tym, co ci zrobił, wydrapałabym mu oczy. Nienawidziłabym go!
- Nie umiem nienawidzić. Zresztą nienawiść niszczy tego, co nienawidzi, bo temu drugiemu to całkiem obojętne. Po prostu podałbym mu rękę, gdyby mnie poznał oczywiście, i zapytał: "Jak się masz?"
- Zmieniłeś się!
- Dojrzałem?
3.
- Wybierz! - Markiza uniosła głos i wskazała palcem na dwie postaci na wpół zanurzone w kłębiącej się mgle.
- Nie zrobię tego!
- Albo jeden, albo drugi! - Krzyknęła i popchnęła obu w stronę krawędzi.
Obaj mieli związane z tyłu ręce i zaklejone taśmą usta. Elbi w rozpiętej do połowy czarnej koszuli i dżinsach, Błękitnooki w czerwonym podkoszulku, krótkich spodniach i mieniącym się w deszczu złotym łańcuszku na szyi.
- Albo jeden, albo drugi! - Krzyknęła ponownie.
- Nie!
- Zatem żaden?
Stali tuż nad krawędzią mostu. Daleko w dole rozbijała się o skały wzburzona woda.
- Wybieram obu!
- Nie możesz!
- A jednak!
Przez sekundę mignęły mi ich twarze i otoczyły mnie wiatr i ciemność.
- O! O! Tego się nie spodziewałam... - zawyła Markiza.
4.
- Obudź się!
- Hmm....
- Miałeś koszmar...
- Tak, chyba tak...
Jego piżama pachniała perfumą i nim samym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)