Lu zwariowała kompletnie! Mało kto z nią rozmawia, ludzie zaczęli jej unikać, nawet jej brat przewraca oczyma, gdy Lu pojawia się w zasięgu wzroku. Ubzdurała ona sobie, że będzie menadżerką zmiany.
Jakieś dwa miesiące temu przyjechał do nas główny menadżer regionalny i Lu pobiegła do niego z żądaniem awansu dla siebie.
- Jak długo tu pracujesz? - Zapytał jej regionalny.
- Od dwóch tygodni - odparła pewnie.
- I po tych dwóch tygodniach chcesz być menadżerką? - Zapytał, poprawiając okulary i zakrywając ręką uśmiech na twarzy.
- Ja mam rodzinę! Małe dziecko! Nie jestem jak wszyscy inni i nie będę sprzątać, bo już od tygodnia myję podłogę po całym dniu! Inni są od sprzątania! - Uniosła głos.
Regionalny spojrzał na nią z dezaprobatą i wyszedł bez słowa. Po chwili namysłu Lu pobiegła za nim.
Tak na serio nie wiemy, co się zdarzyło w biurze za zamkniętymi drzwiami, ale następnego dnia Lu do pracy przyszła w menadżerskiej koszuli. I tego samego dnia zaczęła się jatka.
Pamiętam dzień, kiedy zaczęła pracę. Na halę weszła wtedy nieśmiała dziewczynka z kucykiem (Lu ma 23 lata). Uśmiechała się, pomagała, pytała o wszystko, próbowała z nami żartować. Zaledwie w ciągu jednego dnia przeobraziła się w jędzę.
Już na pierwszej jej zmianie, następnego dnia, gdy włożyła czarną koszulę, zaczęła ustawiać ludzi po kątach. Weszła na halę bez powitania i zaczęła wszystko sprawdzać. Pracowałem wtedy z Rollo, moim najlepszym kumplem, a na kasie stała starsza pani. Lu zaczęła na nią krzyczeć, że coś tam nie było dobrze zrobione. Starsza pani dosłownie zbladła, a my, słysząc krzyki, przeszliśmy do przodu. Lu trzymała w rękach plastikowe tacki, na których wydaje się klientom zamówienia i darła się do kobiety.
- Przecież to trzeba natychmiast umyć! - I rzucała tacki na podłogę. Starsza pani położyła rękę na piersi i spojrzała najpierw na porzucone tacki, a potem na Lu.
- Ja nie będę tego po tobie sprzątać - powiedziała spokojnie i odeszła.
Sprzątnął je dopiero Andy, brat Lu, który przyszedł na popołudniową zmianę i nie wiedział (jeszcze), co się stało.
W kilka dni później sam dość ostro ściąłem się z Lu. Była to sobota, dużo klientów i dużo zamówień. Stałem wtedy na kasie ze starszą panią. Przyszła do pracy tuż przed 12 i już było po niej widać, że nie ma najlepszego humoru. Najpierw ścięła się z Rollo o jakąś kompletną bzdurę, a potem wystartowała do Moo, naszego supervisora (tak naprawdę Moo jest jej przełożonym) i zaczęła mu wydawać polecenia. Moo zacisnął zęby i nic z początku się nie odezwał, a my, na kasach, słyszeliśmy, jak Lu dyryguje wszystkimi na hali (byli też Andy i Marco):
- Podaj mi to, przynieś mi tamto, zrób to i owo, posprzątaj to, a dlaczego to tutaj leży - chodziła i pokazywała palcem.
- Lu, czy ty czasem dziś nie stoisz na kasie? - Moo nie wytrzymał.
- Jestem menadżerką i pracuję wszędzie - odpyskowała.
- Jeszcze nie jesteś i nie wiadomo, czy będziesz - wtrącił się Andy.
- Idź, proszę cię, na kasę - polecił jej Moo, nawet na nią nie patrząc.
Na froncie oparła się o kontuar i obserwowała, jak obsługujemy klientów. Coś się jej nie spodobało, więc wzięła stoper i zaczęła mierzyć nam czas przy przyjmowaniu zamówień.
- Za długo to trwa! - Huknęła do starszej pani.
- Źle to robisz! Najpierw dajesz kwit mi, a potem klientowi - szturchnęła mnie, nie bacząc na klientów przede mną.
- Włóż koszulkę do spodni! - Rozkazała. - Ty też! - Zwróciła się do starszej pani.
Równocześnie spojrzeliśmy na nią, ale odeszliśmy na bok i włożyliśmy koszule w spodnie.
- A teraz idźcie umyć ręce! - Rozkazała.
- I mamy zostawić klientów? - Zapytała starsza pani.
- Dotknęliście spodni, więc trzeba myć ręce!
- Tego nie ma w regulaminie - odezwałem się, a starsza pani dodatkowo to potwierdziła.
- Macie iść umyć ręce! - Uniosła głos.
- Tego nie ma w regulaminie - powtórzyłem wyraźnie, wyminąłem ją i wróciłem do czekającego klienta.
To samo zrobiła starsza pani.
- Macie się mnie słuchać! - krzyknęła i podeszła do mnie. - Mogę z tobą pomówić za drzwiami?
- Zobacz, ile ludzi czeka, nie teraz, jestem zajęty - odparłem i zająłem się klientami, a Lu nadęta jak balon, czerwona jak burak, poszła do chłopaków na halę. W chwilę później znów usłyszeliśmy, jak podniosła głos i ścięła się ponownie z Rollo.
Gdy przeszedł nawał klientów i zrobiło się nieco luźniej, Lu znów zaatakowała.
- Jak do was mówię, macie natychmiast wykonywać moje polecenia! - Krzyknęła do mnie i do starszej pani.
Na hali wszyscy zamarli i zwrócili się w naszą stronę.
- Jak ty się do mnie odnosisz! - Odezwała się starsza pani, zawsze spokojna i opanowana. - Mogłabyś być moją wnuczką i nie jestem twoją koleżanką, byś na mnie tak krzyczała i poniżała mnie przy klientach!
- Jestem menadżerką! - Krzyknęła Lu.
- Nie jesteś żadną menadżerką, nadal jesteś normalnym pracownikiem - nie wytrzymałem. - To, że założyłaś czarną koszulę niczego nie zmienia.
- Napiszę na ciebie skargę! - Zaczęła mi grozić.
- Pisz! Nie boję się ciebie - odpaliłem jej, a ona poczerwieniała jak burak.
- Idziesz do domu! Wyloguj się i idź do domu! - Rozkazała.
Spojrzałem na stojącą obok mnie starszą panią, myśląc, że dobrze jej nie zrozumiałem.
- Nie wolno wysłać ci go do domu - wtrącił się Moo.
- Mogę - odparła.
- Tylko główny menadżer może wysłać pracownika do domu - Moo zaczął się niecierpliwić.
- Ja jestem menadżerką!
- Nie jesteś żadną menadżerką! - Tym razem puściły mu nerwy.
- Moo, pójdę zapalić, bo widzę, że rozmowa z nią nie ma sensu. Trzeba poczekać na Lee (głównego menadżera). Może on coś z tym zrobi. - I wyszedłem na przerwę.
Niestety Lu nie potrafiła odpuścić, dopadła mnie na przerwie i doszło do ostrej awantury (w sumie to ona się wydzierała), a gdy wróciłem na halę, znów wojowała z chłopakami, a w szczególności z Rollo i z Moo.
Tak więc nikt z nią nie chce pracować. Lu ma przeciwko sobie prawie całą załogę: Moo jej nie cierpi, Andy się nie przyznaje, że to jego siostra, Rollo, Marco i ja kompletnie ją ignorujemy, a starsza pani to nawet jej nie poznaje. Jednego dnia Lu chodziła zapłakana, żaliła się, że nikt jej nie lubi i nikt nie chce z nią pracować.
- Dobrze ci tak - skwitował jej żal Andy.
Może trzy tygodnie temu Lu przeszła na częściowy etat i przychodzi tylko w piątki, soboty i niedziele, a tydzień temu oblała swój egzamin na menadżera.
Odbiło jej całkowicie. Dostała koszulę menadżerską i myślała, że może rozstawiać wszystkich po kątach. Starsza pani dobrze powiedziała: "Gdyby Lu miała rację i dobrze znała regulamin, to byśmy się jej słuchali i uszanowali jej pozycję. A ona, żółtodziób z dwutygodniowym stażem, zaczęła traktować wieloletnich i doświadczonych pracowników jak śmieci i dokopywać im. Dodatkowo wymyślała swoje własne zasady, które, pod przymusem, chciała wprowadzić w życie."
Lu się zapomniała i przeoczyła jeden fakt: dobry menadżer pracuje z ludźmi, a nie wywyższa się i ciągle zaznacza granicę: ja - wy.
Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)
środa, 22 lutego 2017
467. Ludzie się zmieniają
Ostatniej nocy śnił mi się Elbi: przechodziłem obok budynku jego firmy w Zabytkowym Mieście, gdy wyszedł na zewnątrz. Rozpoznałem go po sylwetce i zadbanej fryzurce. Skręcił w moją stronę. By mnie nie dostrzegł, nasunąłem na głowę kaptur i zapaliłem papierosa. Szedł za mną w odległości kilku kroków. Rozmawiał z kimś. Na dźwięk jego pięknego i aksamitnego głosu zabiło mi serce. Nie wiem czemu, ale bałem się, by mnie czasem nie rozpoznał. Uciekłem...
Miałem dziś dziwny dzień. Próbowałem wyrzucić z głowy ten sen, lecz nie umiałem. Ciągle gdzieś w najgłębszych zakamarkach mózgu odzywa się piękny ton jego głosu, a przed oczyma widzę jego sylwetkę i krótko przycięte brązowe włosy. Tak naprawdę ogromnie bałbym się spotkania z nim na żywo, choć bardzo bym tego chciał. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak by zareagował, gdyby mnie rozpoznał, jeśli w ogóle by mnie poznał. Rozmawiałem kiedyś o tym z Katariną i podsunęła mi pewne spostrzeżenie, na które sam nigdy nie zwróciłem uwagi: "Pamiętaj, że Elbi nie jest tą samą osobą co kiedyś. Zmienił się przez te lata i spotkałbyś kogoś z większym bagażem doświadczeń niż dawniej i być może nawet spotkałbyś kogoś zupełnie innego, obcego."
To prawda. Jeśli zdarzy mi się uciec myślami do jego osoby, myślę o nim jako o chłopaku sprzed 8 lat. Zmienił się przez ten czas i nie jest już tym samym Elbim co kiedyś. Pogodziłem się już z tym, że nigdy więcej w tym życiu nie znajdę się w jego towarzystwie i nie porozmawiam z nim. Zostały mi jedynie sny, ale co mi z tego, gdy nawet w nich zacząłem się przed nim chować i uciekać...
Miałem dziś dziwny dzień. Próbowałem wyrzucić z głowy ten sen, lecz nie umiałem. Ciągle gdzieś w najgłębszych zakamarkach mózgu odzywa się piękny ton jego głosu, a przed oczyma widzę jego sylwetkę i krótko przycięte brązowe włosy. Tak naprawdę ogromnie bałbym się spotkania z nim na żywo, choć bardzo bym tego chciał. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak by zareagował, gdyby mnie rozpoznał, jeśli w ogóle by mnie poznał. Rozmawiałem kiedyś o tym z Katariną i podsunęła mi pewne spostrzeżenie, na które sam nigdy nie zwróciłem uwagi: "Pamiętaj, że Elbi nie jest tą samą osobą co kiedyś. Zmienił się przez te lata i spotkałbyś kogoś z większym bagażem doświadczeń niż dawniej i być może nawet spotkałbyś kogoś zupełnie innego, obcego."
To prawda. Jeśli zdarzy mi się uciec myślami do jego osoby, myślę o nim jako o chłopaku sprzed 8 lat. Zmienił się przez ten czas i nie jest już tym samym Elbim co kiedyś. Pogodziłem się już z tym, że nigdy więcej w tym życiu nie znajdę się w jego towarzystwie i nie porozmawiam z nim. Zostały mi jedynie sny, ale co mi z tego, gdy nawet w nich zacząłem się przed nim chować i uciekać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)