Już z utęsknieniem wyczekuję swojego urlopu! Od jutra zaczynam skreślać dni w kalendarzu, bo tak się nie mogę doczekać wyjazdu, a tu został jeszcze cały miesiąc...
Jestem wykończony nawałem pracy (nie tylko zresztą ja, bo mój zmiennik, Carlos, też już ledwo zipie). W ostatnim miesiącu wiele osób odeszło i mamy duże braki w personelu. Niestety, ilość naszych rezydentów wciąż wzrasta.
Aktualnie mamy 64 podopiecznych i np. w kuchni jest tylko jedna osoba, która musi oblecieć 3 piętra z trolleyami (każdego dnia zmiana trolleya na każdym piętrze odbywa się 5 razy)!
Tak samo jest na piętrach - kilka dni temu na piętrze z demencją był przez cały dzień tylko jeden opiekun! Jeden opiekun na 21 rezydentów z demencją, których trzeba pilnować, prowadzać pod ręce, bo upadają i się potykają, karmić, ubierać, przebierać, myć... Taki staruszek potrafi się złościć i rzucać rzeczami, potrafi zaciekle się kłócić i wyzywać, nawet uderzyć, potrafi uciec i tak się schować, że przez kilka godzin się go szuka. Na drugim piętrze, gdzie rezydenci w ogóle nie wstają z łóżek, było dwóch opiekunów...
Z tego co słyszałem, już poszły skargi do biura głównego, że menadżerki w ogóle się nie przejmują brakami w kadrze i ciągle przyjmują nowych podopiecznych. Liczy się forsa, a nie pracownik.
Nowoprzyjęci pracownicy rezygnują już po kilku dniach. Przychodzą i odchodzą, przychodzą i odchodzą. I tak w kółko. Rozmawiałem ostatnio o tym z Carlosem. "A zauważyłeś, kogo przyjmują?", zapytał, gdy siedzieliśmy na fajce. "Same dziewczęta, takie 18 i 19 - stki z wymalowanymi paznokciami, włosami jak kopa siana, makijażem jak z Bollywood i smartfonem w każdej dłoni! I teraz taka lalunia musi iść zmienić zasraną pieluchę dziadkowi, umyć go, ubrać, zmienić pościel, gdy ten krzyczy, wyzywa, łapie za włosy, bije i drapie po rękach. I tak kilkanaście razy dziennie! Wiesz, takie lalunie przychodzą tu, bo myślą, że będą siedziały na tyłkach i robiły sobie przez pół dnia selfie... Nie szukają konkretnych osób, a biorą dzieci, bo taniej się im płaci za godzinę pracy..."
Ostatnio odmówiłem wzięcia dodatkowych dni, gdyż uzbierało mi się trochę spraw prywatnych: zmiana umowy o dom w agencji, problemy z możliwością upadku biura podróży - Thomas Cook (!!), w którym na początku maja kupiłem 5 biletów lotniczych na moją wrześniową wyprawę na koniec świata (w końcu się odważyłem na ten wyjazd, dostałem wizę, zmodyfikowałem trasę, opracowałem atrakcje, które chcę zobaczyć, zabukowałem 6 lotów i kupiłem plecak. Dopiero w drugiej połowie sierpnia planuję rezerwować hotele. Przede mną wyprawa na 2 kontynenty: 5 krajów, 5 miast, z czego 2 to przepotężne aglomeracje, które spędzają mi sen z powiek, ponad 50 godzin w samolotach i ponad 40 tysięcy kilometrów do przebycia). Jeśli uda mi się zrealizować 80 % tego, co mam w planach i jeśli uda mi się wrócić w jednym kawałku do domu - będę z siebie dumny i zadowolony.
Ale to dopiero na przełomie września i października, bo wcześniej, 1. lipca, lecimy na 10 dni na południe Europy. Doczekać się nie mogę!
Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)