Samobójstwo pierwsze: Próba konfliktowa
- Wstań, już prawie południe - Błękitnooki wszedł do sypialni i rozsunął kotary.
Postawił na ławie kubek z parującym płynem i cztery ćwiartki obranego jabłka. Wcisnął ręce w kieszenie spodni i z ukosa się mi przyglądał. Patrzyłem na niego spod przymkniętych powiek i zastanawiałem się, co teraz zrobi - czy wyjdzie z pokoju i zostawi mnie śpiącego, czy wybudzi na siłę z gestem niemego zdumienia i zaskoczenia. Gdy po chwili otworzyłem ponownie oczy, nadal stał nade mną. Nie ruszył się nawet o milimetr. Uniosłem głowę z poduszki i sięgnąłem po kubek. Uśmiechnął się.
- Masz odciśnięty guzik na policzku... - nadal się uśmiechał i ciekawie na mnie patrzył. Dotknąłem palcami twarzy i szukałem odrealnionego miejsca.
- Nie mam na nic ochoty... Chciałbym przespać cały dzień - wymruczałem z niechęcią. - A potem całą noc i znów cały dzień...
Usiadł na dywanie po turecku i oparł brodę na złożonych dłoniach.
- Wiedziałeś, że jest to ryzykowne, jednak nawiązałeś z nim kontakt - odezwał się i przybrał minę tureckiego kupca z bazaru z przyprawami. - Kiedy się to zaczęło?
- Nie pamiętam... Może nawet już pierwszego dnia, lecz nie byłem tego świadomy... Tyle się wtedy działo... A potem to narastało, narastało, nawarstwiało się, komplikowało... - zanurzyłem usta w gorącej kawie i małymi łykami piłem ją chciwie.
Czekał na to, co powiem dalej. Nadal siedział w przybranej wcześniej pozycji i patrzył na mnie swymi głębokimi niebieskimi oczyma.
- Ma bardzo ładne oczy... brązowe... - spojrzałem na niego, lecz w jego twarzy nic się nie zmieniło. - To Lemur Brązowooki... Przyzwyczaiłem się do jego spojrzenia... I chyba zaczynam tęsknić za jego oczami...
- Ale wspominałeś kiedyś, że jest nierealnym realnie bytem i jest poza zasięgiem...
- Bo sam się zgubiłem w jego fizyczności bytów i niebytów - raz jest realny, za chwilę nie, raz widzę w nim nierealność realności, a za chwilę realność nierealności... Rozumiesz?
- Tak. Lecz nadal nie wiesz, co jest realne, a co jest nierealne...
- Zgadza się. Znaki Brązowookiego są czytelne i nieczytelne. Zgubiłem myśli, zgubiłem sens, czytając je zbyt powierzchownie.
- Co zamierzasz? - Błękitnooki wsparł się na rękach i rozprostował nogi.
- Zderzę się z realnością i nierealnością Brązowookiego.
Samobójstwo drugie: Przebudzenie się Markizy
Zastałem go siedzącego przed komodą. Szukał czegoś w szufladach. Dookoła siebie miał porozkładane jakieś papiery, zdjęcia, koperty, widokówki, różne przybory i szpargały. Nie usłyszał, gdy się zbliżyłem.
- Czego szukasz? - Zapytałem.
Znieruchomiał i spojrzał na mnie. Miał podkrążone i zmęczone oczy.
- Twojego zdjęcia... Jest mi ono potrzebne - odparł po chwili.
Patrzyłem na niego i zrobiło mi się dziwnie ciepło, serce zabiło i krew ruszyła żwawiej. Chciałem go przytulić, lecz najpierw musiałem wyjaśnić poranną awanturę z Markizą i z Babą w czerwonej chuście na głowie. Katta tępo patrzył w otwartą szufladę.
- Dziś rano mało co zawału nie dostałem... - zacząłem i usiadłem obok.
Zlustrowałem rozrzucone przedmioty i spojrzałem mu w twarz. Odwzajemnił się, lecz szybko wbił oczy w dywan. Myślał nad czymś i nerwowo zaciskał palce na drewnianym pudełku.
- Lemurku Błękitnooki, nie chcę o tym rozmawiać... - odparł po chwili. - Wystarczy mi to... - Katta rozpiął polówkę i okazał mi swoją szyję. Widać było na niej sine miejsca i lekko ciemniejące krwiaki.
- Mój Boże... Ona chciała cię udusić! Nie wiem, jakby się to skończyło, gdybym nie wszedł do pokoju!
- Nie pamiętam tego zbyt dobrze...
- Bo spałeś snem na jawie! Byłeś tam, ale tak na serio ciebie nie było. Znajdowałeś się wtedy na granicy dwóch światów i ona to wykorzystała...
- Przyśnił mi się Brązowooki i wtedy zabrakło mi powietrza... Miałem wrażenie, jakby położono mi na piersiach 50 kilowy odważnik - Katta spojrzał mi prosto w oczy, jakby prosił o rozjaśnienie całego ambarasu.
- To była ona! Markiza! Stała przy łóżku i dusiła cię! - Ze zdenerwowania podniosłem głos.
- Ale nigdy wcześniej nic takiego nie zrobiła... Od kiedy pamiętam, siedzi tylko w swym fotelu i śpiewa lub ciągle gada...
- A teraz przeszła do czynów... - dokończyłem za niego. - A ta Baba w czerwonej chuście stała obok i śpiewała! Gdy chciałem oderwać Markizę od ciebie, zaczęła okładać mnie pięściami... A potem pojawił się ten Drwal i powiedział: "Jeszcze nie czas!" i obie odeszły od łóżka...
Katta patrzył na mnie z otwartymi ustami, a jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
- Ja tego dobrze nie pamiętam... Wiem tylko, że nie mogłem oddychać...
- Dziękuję, że mnie uratowałeś...
Przytuliłem Kattę do siebie bardzo mocno, gdyż sam tego w tym momencie potrzebowałem.
Samobójstwo trzecie: Śmiercionośna dłoń Platona
Pchnąłem lekko drzwi i wszedłem do środka. Stanąłem w kącie salonu tak, by nikt mnie nie zauważył. Przede mną, koło komody, tuż przy oknie, pośród rozrzuconych papierów i różnych szpargałów, siedziały na dywanie dwie osoby. Obejmowały się. Zauważyłem, że są ze sobą bardzo blisko. Stałem tak i patrzyłem na nich. Patrzyłem na to, jak głowa jednego z nich spoczywa na ramieniu drugiego i jak usta tego drugiego dotykają szyi tego pierwszego. Pomimo emanującej z nich miłości dostrzegłem nad nimi ciemną i nieokreśloną wić rozpaczy. Jasność, Ciemność i Zagubienie kotłowały się nad nimi i obok nich. Widok ten przypominał nadciągającą burzę - ciemne chmury zderzają się z jasnością i czystością nieba, a letni wiatr, zagubiony w aktualnym położeniu, nie wie, czy ma uciec i skryć się za promieniem słońca, by przeczekać sztorm, czy też dołączyć do huku i gwizdu silniejszego brata i wraz z nim siać zniszczenie.
Tak też w tej chwili wyglądali oni - zanurzeni w jasno-ciemnej poświacie czasu i przestrzeni, w której to zjawiska Przeszłości, Przyszłości i Teraźniejszości toczą ze sobą walkę. Nad ich głowami, wyraźnie oddzielone, znajdują się dwa stany ich życia: Ciemność i Jasność. Przenikają się i plączą ze sobą niby węzeł gordyjski i żyją już własnym życiem. Zabliźniły się i zniszczyły tym samym sens istnienia jednostek fizycznych, gdyż ich przeznaczeniem była odwieczna separacja.
W tym przypadku kontrast przestał istnieć - Dzień i Noc stały się jednym. Oni także pomimo odrębności dwóch światów. Zerwana została logiczna zasada niełączności przeciwieństw - ogień złączył się z wodą, suchość z wilgocią, zło z dobrem, jasność z ciemnością.
Gdy tak na nich patrzyłem, widziałem tę ciemną masę wiru ich nicości istnienia. Jasny Chłopiec z ciemną chmurą nad głową i Ciemny Chłopiec z jasną chmurą nad głową. I ich jedność - niefizyczna, nierealna, niespełniona, pełna marzeń, snów na jawie i bólu odrębności bytów. Są, ale tak naprawdę ich nie ma.
Samobójstwo czwarte: Pojawianie i znikanie
Odłożyłem książkę, gdy do pokoju wszedł Błękitnooki. Miał smutną minę i ręce w kieszeniach spodni. Usiadł na rogu łóżka.
- Zaczynam blaknąć... - zaczął cicho.
- Dostrzegłem tylko, że twoje kontury nieco się rozmyły... Jesteś tu i nadal będziesz!
- Czuję, że zszedłem na dalszy plan...
- Wybacz mi...
Spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczyma.
- Brązowooki wszedł do twoich snów... - kontynuował po chwili. - Chciałem go zobaczyć, lecz ciągle mi umyka... Jedynie słyszałem jego głos...
- Tak, to prawda. Pojawił się w moich snach, ale chyba niemożliwym jest, byście się mogli spotkać... Jesteś nierealny w nierealnym świecie, on jest realny w świecie nierealnym, ale pochodzi ze stanu niestabilnej realności, której granice przenikają się i nikną w realności bytu.
- Tak, to prawda... - odparł.
- Ale ty się go obawiasz - rzekł po chwili. - Widzę to.
- Ciebie też się obawiam. Obaj możecie zniknąć... Zostanie po was pustka gorejąca bólem.
- Chyba jedyną rzeczą, jaka łączy mnie z Brązowookim, jest stan pojawiania się i znikania - uśmiechnął się i przeczesał ręką włosy.
- I stan niepewności istnienia! - Dodałem. - Wiesz, czasami przygniata mnie ta niepewność... Jesteś tu codziennie, lecz jesteś zarazem tysiące kilometrów ode mnie. Jesteśmy blisko, ale tęsknię, bo ciebie nie ma obok. Z nim jest podobnie - jest, ale tak jakby go nie było, nie ma go, ale wiem, że jest tam, gdzie mnie nie ma. I jeszcze jedno, co jest chyba w tym wszystkim najdziwniejsze - wewnątrz mojego umysłu zacząłem tęsknić za nim, tęskniąc równocześnie za tobą...
- Obaj jesteśmy skomplikowani...
- Wiesz, za co cię kocham najbardziej?
Ponownie przeniknął mnie swoim błękitnym wzrokiem.
- Za sposób, w jaki ze sobą jesteśmy i za sposób, w jaki ze sobą rozmawiamy...
- Czy jesteś w stanie pokochać i jego? - Zapytał niepewnie.
- Będę kochał was obu - jego za to, że może być, ciebie za to, że byłeś, jesteś i będziesz. To taki sam wymiar miłości...
- Miłości, która pcha ciebie w stronę urwiska...
- Zakochując się w tobie, stanąłem nad przepaścią i uniosłem lewą nogę, zakochując się w nim, podniosę prawą i przechylę się nieco do przodu... Już dawno przepadłem...
- Ale gdy w tym przesileniu...
- Najwyżej z hukiem spadnę w dół... - dokończyłem za niego.
Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)
środa, 13 lutego 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)