Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)
piątek, 7 lutego 2014
Sen 135. Tu i tam, tam i tu
Mój czas jest odwrócony nogami do góry - we dnie śpię, noce zaś uciekają mi na aktywnym działaniu. Gdy nie śnię, marzę, gdy myślę, działam jak we śnie pełnym jawy. Odnajduję się w gąszczu mętnych iluzji. Mój uśmiech rodzi się z zapachu starych książek i ich pożółkłych stronic, z nieopowiedzianych historii, fantazyjnych kształtów, kosmatych snów, w których jest się tylko po to, by w ogóle nie być. To tak jak ze zniknięciem na kilka sekund za drzwiami piwnicy i szukaniem weń kontaktu, jak z zanurzeniem łyżki w gęstym budyniu i jak z uczuciem zastygnięcia we wnętrzu owocowej galaretki. To poczucie bycia we śnie. Ale tak samo bywa na jawie, lecz dosadnie się o tym nie wie - jest się, ale i się nie jest. Tak samo jest z nami.
Od jakiegoś czasu znów jesteśmy razem. Tę noc, kiedy się pojawił, spędziliśmy na długiej rozmowie. Zastygliśmy w swojej obecności. Usiedliśmy naszym zwyczajem na podłodze przy łóżku i przy zgaszonym świetle dyskutowaliśmy. Z początku nie chciałem mu wierzyć, zaprzeczałem, stawiałem na swoim, przekonywałem, na koniec doszliśmy do wstępnego porozumienia - wracamy do Polski. Wspólnie przemierzyliśmy tysiące kilometrów w kilka stron świata. Tam i z powrotem. Ze strony prawej na lewą, potem z lewej na prawą. Potem do góry i z powrotem na dół. Może mamy za sobą z 20 tysięcy kilometrów, może więcej, może mniej, nie liczyliśmy. Nadal szukamy pępka naszego świata, by wreszcie poczuć, że jesteśmy tam, gdzie być powinniśmy.
Dziś siedzimy w domu i obserwujemy zapłakane deszczem miasto. Pada od kilku dni. Mży. Leje. Znów mży i znów leje. Od gorącej herbaty zaparowały nam okulary. Wymieniliśmy się. Pasowały! Zamieniamy poduszki, naciągamy swetry, zapinamy guziki. Śpimy wspólnym snem. Ja u niego, on u mnie. On rozkłada skrzydła, ja gaszę ogień, on rozkwita mlecznym kolorem, ja sadzę truskawki. To wyśnione miejsce jest tylko nasze.
Wystawiam stopy spod gorącej kołdry, przytulam poduszkę i wzdycham głęboko. Mam dobry sen, w którym on przygotowuje kawę z mlekiem oraz kanapki z pomidorem. Czuję ulgę, bo to się dzieje naprawdę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)