Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)
piątek, 27 czerwca 2014
Sen 156. Tajemnice Błękitnookiego
Już z ulicy dostrzegłem światła w mieszkaniu. Po cichu wszedłem do domu i od razu skierowałem się na oświetlony taras. Błękitnooki siedział tyłem do mnie na rozkładanym fotelu i szczypcami przewracał coś na grillu. Na stoliku stało kilka puszek po piwie, rozpoczęta butelka wina, pośród talerzy i kubków rozrzucone były chipsy, ciastka, wafelki, paluszki i krakersy. Gdy spojrzał na mnie, wypaliłem do niego: "Ty palisz?!", gdyż dostrzegłem w jego ustach papierosa. "Nie! Oblewam zwycięstwo!", odparł krótko i znów przewrócił na ruszcie coś, co ładnie pachniało. "Weź talerz i siadaj", nałożył dwie porcje i sięgnął po sztućce. "Co to?", spytałem. "Skosztuj", ponaglił mnie, zajadając swoją porcję. "Postanowiłem dziś się zemścić za ostatnie nieprzespane noce", odezwał się po chwili, "Dłubałem sobie całe popołudnie i zrobiłem coś takiego", wyciągnął zza siebie sporą procę i podał mi ją. Z niedowierzaniem wziąłem ją do rąk i nadal, nieco zszokowany, patrzyłem na niego. "I udało się!", zakrzyknął jak dziecko, "Ustrzeliłem kilka rozdartych mend! Już nie będą nas budzić!". "Co zrobiłeś?!", nie mogłem wprost uwierzyć w to, co usłyszałem. "Zaciupałem kilka obesrańców tuż za domem", odparł z uśmiechem. "Z procy?!", mało z wrażenia nie spadłem z krzesełka. "Ano!", odparował szczęśliwy. "Spójrz!", ręką wskazał na pogrążone w mroku ogrodzenie, na którym wisiało głowami do dołu kilka ustrzelonych wielkich ptaszorów. Najpierw spoważniałem i spojrzałem na swój talerz, gdyż zastanowiło mnie, co właściwie jemy, a potem śmiałem się do rozpuku, gdyż zacząłem sobie wyobrażać Błękitnookiego, jak z procą biega za ptaszorami i w nie celuje. Gdy nieco ochłonąłem, patrzył na mnie dziwnie i: "Co cię tak rozbawiło?", zapytał. Ucałowałem go w czoło,"Ty. Kocham cię za twoje wariactwa, wiesz, ale teraz mi powiedz, co grillowałeś?", zapytałem. Wstał od stołu i oddał całusa, "Też cię kocham", wyszeptał. "Słyszysz to?", zapytał po chwili. "Nastała cisza", objął mnie ramieniem i: "Teraz możemy spokojnie iść spać", oznajmił. "Powiesz mi, co grillowałeś?", nie chciałem ustąpić. "To już będzie moja tajemnica", odparł z szelmowskim uśmiechem.
czwartek, 26 czerwca 2014
Sen 155. Co za banda!
Znów te osrajdupy się zebrały gromadą niedaleko domu i drą pyski na całego. Już drugą noc z rzędu wrzeszczą, kwiczą, wyją, gdaczą, kwaczą i piszczą jakby je ktoś z piór na żywca obskubywał. Rozumiem, że niedaleko jest port, ale trochę szacunku dla śpiących ludzi by się przydało. Normalnie ocipieć można, bo ptaszory wścieku dostały. Wczorajszej nocy Błękitnooki w samych bokserkach na werandę wybiegł i rzucał w ich kierunku czym popadło - butelką wody, sztućcami (musiałem resztę schować, gdyż nie zostałby w domu ani jeden widelec), rolką papieru toaletowego (do tej pory wisi rozwinięta na drzewie), potem złapał moją poduchę i z okna sypialni wycelował w jednego rozwrzeszczanego obsrańca i: "Spierdalaj stąd kaczodziobie! Spać chcemy!", się zamachnął w jego kierunku. W ostatniej chwili uratowałem swojego jaśka. Kątem oka zauważyłem, że ptaszor się w ogóle tym nie przejął, bo zagdakał przeraźliwie, zwalił wielką kupę wprost na chodnik i odleciał. Błękitnookiemu żyła skoczyła i nie zasnął już do czasu pobudki do pracy. Dzisiejszej nocy mamy powtórkę z rozrywki. Aby rozweselić Błękitnookiego zapytałem: "A może te ptaszory jakiejś cieczki dostały i się gonią jak zwariowane?". Spojrzał na mnie zaskoczony i skwitował krótko: "Nie pozwolę, by ich było więcej! Jutro kupię kilo arszeniku i zobaczymy, kto się będzie śmiał ostatni!" Życie w Belo Horizonte do łatwych nie należy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)