Prawdopodobnie zostanę wyśmiany, ale spróbuję:
przyznawać mi się tu i teraz - kto z Was ma pojęcie o wspinaniu się lub się nie boi wysokości lub odważy się na nieco ekstremalną przygodę - poszukuję partnera do wspinaczki na Rysy!!
Moje wymagania: komunikatywność, wytrwałość, brak marudzenia i narzekania i najważniejsze - moja prymarna zasada - idziemy razem i wracamy razem. Koszty we własnym zakresie.
Niestety, Bzyczek skapitulował pod Rysami - weszliśmy na szlak, lecz gdy zaczęła się ostra wspinaczka po łańcuchach, wycofał się i stwierdził, że tym razem wyzwanie go przerasta. Alternatywnie próbowaliśmy wdrapać się na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem - nie doszliśmy do końca - było jeszcze ciężej niż na szlaku na Rysy! Zaraz za Kazalnicą trzeba wspinać się po metalowych klamrach tuż nad przepaścią, półka skalna jest wąska, a dokoła pełno luźnych głazów. Wycofaliśmy się z wielkim żalem...
Nie udało nam się zdobyć żadnego z dwóch zaplanowanych celów. Szkoda. Następnym razem zabukujemy sobie nocleg i dopiero kolejnego dnia, wypoczęci i wyspani, wyjdziemy na szlak, a nie tak jak wczoraj - po długiej podróży rzuciliśmy się na zdobywanie szczytów...
Na fotce Rysy ze szlaku na Przełęcz pod Chłopkiem.
A tak wygląda szlak na Przełęcz pod Chłopkiem:
Więcej zdjęć wkleję wkrótce.
Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)
piątek, 16 września 2016
środa, 14 września 2016
Sen 421. Ruszamy tyłki
Wczoraj odwiedziliśmy znajomych w Zabytkowym Mieście. Samochód zostawiliśmy na parkingu przed budynkiem firmy, gdzie pracuje Elbi. Najpierw spotkaliśmy się na chwilę z R., potem poszliśmy do Lemura Mądrego. Czas uciekł nam bardzo szybko i trzeba było wracać do domu.
Jutro czeka nas bardzo intensywny dzień - Zakopane i Tatry. W sumie przez Zakopane tylko przejedziemy, gdyż od razu kierujemy się do Palenicy Białczańskiej. Tam zostawiamy samochód i ruszamy szlakiem do Morskiego Oka, a stamtąd pewnie gdzieś dalej. Mamy kilka tras do wyboru: albo nad Czarny Staw pod Rysami, albo same Rysy (wspinaczka po łańcuchach - uuuu...), albo Dolina Pięciu Stawów, albo któraś z trudniej dostępnych przełęczy (np. Pod Chłopkiem). Zobaczymy.
A może któryś/któraś z blogerów/blogerek będzie jutro na szlakach w okolicach Morskiego Oka?
Jutro czeka nas bardzo intensywny dzień - Zakopane i Tatry. W sumie przez Zakopane tylko przejedziemy, gdyż od razu kierujemy się do Palenicy Białczańskiej. Tam zostawiamy samochód i ruszamy szlakiem do Morskiego Oka, a stamtąd pewnie gdzieś dalej. Mamy kilka tras do wyboru: albo nad Czarny Staw pod Rysami, albo same Rysy (wspinaczka po łańcuchach - uuuu...), albo Dolina Pięciu Stawów, albo któraś z trudniej dostępnych przełęczy (np. Pod Chłopkiem). Zobaczymy.
A może któryś/któraś z blogerów/blogerek będzie jutro na szlakach w okolicach Morskiego Oka?
wtorek, 13 września 2016
Sen 420. Pomiędzy światami
"Wiedział wszystko o przestrzeni między życiem a śmiercią, o tym, jak dusza oddziela się od ciała. Przecież sam znalazł się po drugiej stronie, choć na krótko, bo przywrócono go do życia. [...] Często widywał ludzi niebotycznie zdumionych, że właśnie zmarli na zawał albo z powodu tętniaka. Czasami nawet nie rozumieli, że ich życie dobiegło końca, i potrzebowali kilku dni, by się odnaleźć w nowej sytuacji. Inni od razu wiedzieli, co im się przydarzyło, ale mieli ogromne pretensje do Boga i całego świata. To właśnie oni najdłużej trzymali się rodziny i przyjaciół. No i byli jeszcze tacy, którzy najspokojniej przyjmowali nieuniknioną kolej rzeczy i szybko przechodzili od razu na drugi brzeg."
Ben Sherwood, Charlie St. Cloud, tłum. A. Ciepłowska-Kwiatkowska, wersja pdf.
Ben Sherwood, Charlie St. Cloud, tłum. A. Ciepłowska-Kwiatkowska, wersja pdf.
poniedziałek, 12 września 2016
Sen 419. Nocne spotkania
Zdawało mi się, że mnie zawołałeś. Zsunąłem się z pościeli i podszedłem do okna. Próbowałem przejrzeć na wylot nieprzeniknioną noc. Zaczynałem wątpić w twoją obecność, gdy znów dobiegł mnie szept. Tym razem wyraźnie usłyszałem swe imię i dostrzegłem niewyraźny zarys postaci. Na mojej twarzy zagościł nikły uśmiech, lecz znikł po chwili. Sięgnąłem po rozpinany sweter i uchyliłem drzwi. Przelotnie spojrzałem na śpiącego Błękitnookiego i wyszedłem na podwórko.
Minąłem studnię, przebyłem szybkim krokiem zagrodę dla drobiu, uchyliłem zgrzytającą furtkę i wyszedłem na szosę. Stałeś na mostku i przestępowałeś z nogi na nogę. Obrzuciłem wzrokiem pogrążony w nikłym blasku księżyca dom dziadków i podszedłem do ciebie. Miałeś na głowie białą wełnianą czapkę z dużym pomponem, a z ramion zwisał ci długi do samej ziemi biało-szary szalik. Patrzyłem na ciebie jak zahipnotyzowany. "Przejdźmy się", zaproponowałeś i chwyciłeś mnie za rękę. "Chciałem cię przeprosić", odezwałeś się po chwili. "Za co?", zapytałem zdumiony i przystanąłem. "Ciii", szepnął i zaczął nasłuchiwać. Z pobliskich zarośli dochodził nas szmer i lekkie trzaskanie łamanych gałązek. Po chwili podbiegł do nas biały pies. Elbi uśmiechnął się i zaczął bawić się ze zwierzęciem. "Nusia, moja kochana Nusia", powtarzał. Pies po chwili oparł się o moje kolana i zaczął żałośnie skomleć. "Nuka!", wyrwało się z mojej piersi, a łzy popłynęły po policzkach. Przytuliłem się do psa, a on zaczął skakać dokoła nas i wesoło szczekać. "Ciiii... Obudzisz Elbiego, ciiichoo piesku", wyszeptałem do białej Nuki.
"Dlaczego przyszedłeś do mnie w takiej postaci?", zwróciłem się do niego. Chłopiec powolnym ruchem ściągnął z głowy czapkę i spuścił wzrok. Półdługie jasne włosy spadły mu na twarz. Milczał. Patrzyłem na niego, a on tak jakby się kurczył, jakby zapadał się, znikał w swoim eterze. Nagle podszedł do barierki mostu, przechylił się i spadł. Krzyknąłem i podbiegłem do poręczy. Dostrzegłem na powierzchni wody unoszącą się białą czapkę. "Elbi!", zwołałem. "Tu jestem!", odezwał się prawie natychmiast. "Nie krzycz tak, bo wszystkich pobudzisz", zaśmiał się. Z drugiej strony mostu stał młody mężczyzna. Podbiegła do niego Nuka i oparła się o jego nogi. "Nie strasz mnie!", odparłem nieco uniesionym głosem i zbliżyłem się do niego. Wyciągnął rękę na przywitanie i uśmiechnął się. "Witaj", szepnął i delikatnym ruchem zsunął mi z twarzy zagubiony kosmyk. Pachniał nieznaną mi wodą kolońską. "Dlaczego..." "Ciiii...", przerwał mi i palcem wskazał na dom. Obróciłem się i na podwórku zobaczyłem Błękitnookiego. "Obudziliśmy go", szepnąłem i zwróciłem się w jego stronę. Lecz jego już nie było. Zniknął. Zniknęła także Nuka. Stałem sam na moście i trząsłem się z zimna. Błękitnooki po chwili podszedł do mnie i spojrzał w moją twarz nieco zdziwiony. "Nie możesz spać?", zapytał. Podałem mu rękę i wróciliśmy do domu.
sobota, 10 września 2016
Sen 418. Garść wrażeń
Przyjemne popołudnie z kawą i książką. Zakupy zrobione, na obiad wszystko już przygotowane. Błękitny wyłożył się na rogówce i zaczytał. Nie mamy żadnych planów na ten weekend - zostajemy w domu, w sumie to Bzyczek zostaje, gdyż ja wybieram się z odwiedzinami do koleżanki (on nie chce iść, a nie zamierzam go ciągnąć ze sobą).
Odwiedziliśmy naszą bibliotekę i empik. Sprezentowałem Bzyczkowi książeczkę "Małe życie", a on zamówił mi w internecie filozoficzną analizę źródeł apokatastazy starogreckiej (będę się umacniał we własnej filozofii gwiazd). Zamówiliśmy też trochę książek, które zabierzemy ze sobą do Belo.
Wczoraj wieczorem oglądaliśmy amerykański melodramat pt. "Charlie St. Cloud" i poryczeliśmy się jak głupie dzieciaki. Główny bohater potrafi rozmawiać z duchami i poszukuje odpowiedzi na dręczące do wątpliwości. Z internetu ściągnąłem książkę pod tym samym tytułem i już ją mam w swoim kindlu.
Pogoda za oknem przepiękna. Zastanawiamy się, czy czasem nie zmienić trochę planów i nie wyskoczyć w góry na dwa, trzy dni. Może najpierw wyskoczymy na dzień do Zabytkowego Miasta, a stamtąd bezpośrednio w góry. Zobaczymy jeszcze.
Nasza sąsiadka Cyklopka wyjechała w ubiegłym tygodniu gdzieś do rodziny. Tym razem nie witała nas na korytarzu. Bzyczek był tym zawiedziony, gdyż ostatnio, gdy został sam w Belo Horizonte, ciągle o niego pytała i chciała go zobaczyć. Hmmm, pewnie lubi go bardziej niż mnie... (to pewnie za tego proboszcza).
Ooo, Błękitnooki przysypia na rogówce, idę nim trochę poszturchać...
wtorek, 6 września 2016
Sen 417. Na urlopie
Wczoraj po południu dotarliśmy do domu.
W naszym mieście przywitała nas burza z piorunami.
Dziś jeszcze odpoczywaliśmy, jutro udajemy się na zwiad do miasta i po południu jedziemy do rodziców.
W naszym mieście przywitała nas burza z piorunami.
Dziś jeszcze odpoczywaliśmy, jutro udajemy się na zwiad do miasta i po południu jedziemy do rodziców.
niedziela, 4 września 2016
Sen 416. :)
Piszę z telefonu, więc krótko: jesteśmy w drodze do domu!
Na miejscu powinniśmy być jutro po południu.
Ale super!
Cheers!
Na miejscu powinniśmy być jutro po południu.
Ale super!
Cheers!
czwartek, 1 września 2016
środa, 31 sierpnia 2016
Sen 414. Rzygu-rzyg
Niechaj się już ten nerwowy i pojebany tydzień zakończy...
Bez najmniejszego zawahania wezmę w sobotę w nocy walizkę, wsiądę do pociągu i pojadę na lotnisko do SP, by potem przeprawić się przez ocean i wrócić do domu. Nawet się za siebie nie obejrzę.
Za mną trzy dni tak wstrętne, że tylko siąść w kącie i rzygać gdzie tylko wzrok dotrze...
Dziś rano zjebałem menadżera od miecza świetlnego. Zamówień nie zrobił, nie wysłał, nie mamy na stanie wielu produktów, problemy z klientami się nasilają, kłócą się z nami, ślą na nas co chwilę skargi, wychodzą ze sklepu trzaskając drzwiami lub chcą rozmawiać z menadżerem, a ten nawet nie schodzi do nich. Klienci mają rację. Części towaru po prostu nie mamy! Półki świecą pustkami! A co robi pan menadżer od miecza świetlnego? Przez cały dzień siedzi w biurze z nogami na stole i ciupie w gry na komputerze! Zapytałem go dziś rano, czy zamówił towar. Wzruszył ramionami. Zapytałem o klientów - co mamy zaoferować im w zamian. Odparł, nie odrywając wzroku od laptopa: "Nie obchodzi mnie to. Przeszkadzasz mi!" Wyprowadził mnie tym z równowagi i zjebałem go, nie przebierając w słowach. "Wyloguj się i idź do domu", odpowiedział. "Nie!", zawołałem, kipiąc złością. "Idź do domu", powtórzył. "Nie!", odparłem. "Clock out and go home!", zawołał, wypchnął mnie z biura i zasiadł znów do laptopa. Zszedłem na dół, wylogowałem się z systemu i pojechałem do domu. Było parę minut po godzinie 10 rano.
Jutro, w piątek i w sobotę będzie to samo.
Na serio dziwię się temu, że nikt się tym nie interesuje i nikt nie robi z tym porządku. Firma traci klientów i pozyskuje złą opinię, a pan menadżer od miecza świetlnego jak się bawił, tak się bawi cały czas...
Bez najmniejszego zawahania wezmę w sobotę w nocy walizkę, wsiądę do pociągu i pojadę na lotnisko do SP, by potem przeprawić się przez ocean i wrócić do domu. Nawet się za siebie nie obejrzę.
Za mną trzy dni tak wstrętne, że tylko siąść w kącie i rzygać gdzie tylko wzrok dotrze...
Dziś rano zjebałem menadżera od miecza świetlnego. Zamówień nie zrobił, nie wysłał, nie mamy na stanie wielu produktów, problemy z klientami się nasilają, kłócą się z nami, ślą na nas co chwilę skargi, wychodzą ze sklepu trzaskając drzwiami lub chcą rozmawiać z menadżerem, a ten nawet nie schodzi do nich. Klienci mają rację. Części towaru po prostu nie mamy! Półki świecą pustkami! A co robi pan menadżer od miecza świetlnego? Przez cały dzień siedzi w biurze z nogami na stole i ciupie w gry na komputerze! Zapytałem go dziś rano, czy zamówił towar. Wzruszył ramionami. Zapytałem o klientów - co mamy zaoferować im w zamian. Odparł, nie odrywając wzroku od laptopa: "Nie obchodzi mnie to. Przeszkadzasz mi!" Wyprowadził mnie tym z równowagi i zjebałem go, nie przebierając w słowach. "Wyloguj się i idź do domu", odpowiedział. "Nie!", zawołałem, kipiąc złością. "Idź do domu", powtórzył. "Nie!", odparłem. "Clock out and go home!", zawołał, wypchnął mnie z biura i zasiadł znów do laptopa. Zszedłem na dół, wylogowałem się z systemu i pojechałem do domu. Było parę minut po godzinie 10 rano.
Jutro, w piątek i w sobotę będzie to samo.
Na serio dziwię się temu, że nikt się tym nie interesuje i nikt nie robi z tym porządku. Firma traci klientów i pozyskuje złą opinię, a pan menadżer od miecza świetlnego jak się bawił, tak się bawi cały czas...
czwartek, 25 sierpnia 2016
Sen 413. Coraz bliżej
Do wyjazdu do Polski zostało nam 10 dni. Zaczęliśmy już przygotowania, gdyż pracujemy praktycznie do samego końca. W przyszłym tygodniu mam tylko jeden dzień wolny i właśnie w ten dzień trzeba wszystko ogarnąć, gdyż Błękitnooki sam nie da rady wszystkiego załatwić. Jego zadaniem jest dokonać naszej odprawy przed wylotem (tej w Londynie także), wydrukować wszystkie bilety i karty pokładowe, poskładać potrzebne papiery i dokumenty, ja zajmę się resztą.
W pracy bardzo ciężko. Wczoraj znów odbywał się w mojej pierwszej pracy egzamin menadżerski i zmiana przedłużyła się do 12 godzin! Bzyczek przyjechał po mnie po godz. 14., gdyż mieliśmy jechać razem na zakupy i czekał do 16. Do centrum Belo pojechał sam, gdyż z firmy wyszedłem tuż przed godz. 18 totalnie wykończony. Dziś było znacznie spokojniej, lecz jutro i w sobotę mam zdublowane zmiany (dwie prace), a w niedzielę czeka mnie ponownie dwunastogodzinna zmiana. Padnę na pysk! Za tydzień powtórka z rozrywki - piątek, sobota i praktycznie od razu ponad dwudziestogodzinna podróż do Polski.
Myślałem trochę nad tym wszystkim i doszedłem do wniosku, że w drugiej pracy zostanę chyba do końca tego roku i zrezygnuję, bo fizycznie nie daję rady - padają mi kolana i mocno dokucza kręgosłup.
Kilka dni temu w pierwszej pracy pośród klientów dostrzegłem Marudanę. Prawdopodobnie do firmy trafiła przypadkowo. Mam nadzieję, że mnie nie dostrzegła. Lepiej dla mnie, jeśli nie będzie świadoma, gdzie pracuję. Z nią nigdy nic nie wiadomo i niepotrzebne mi kolejne problemy.
Bzyczek cieszy się jak dziecko na myśl o wyjeździe do Polski, ja chyba zobojętniałem. Tęsknię za rodziną, ale chyba wolałbym na czas urlopu zaszyć się w domu i nigdzie nie wychodzić. Cóż, chyba zaczynam się już starzeć...
W pracy bardzo ciężko. Wczoraj znów odbywał się w mojej pierwszej pracy egzamin menadżerski i zmiana przedłużyła się do 12 godzin! Bzyczek przyjechał po mnie po godz. 14., gdyż mieliśmy jechać razem na zakupy i czekał do 16. Do centrum Belo pojechał sam, gdyż z firmy wyszedłem tuż przed godz. 18 totalnie wykończony. Dziś było znacznie spokojniej, lecz jutro i w sobotę mam zdublowane zmiany (dwie prace), a w niedzielę czeka mnie ponownie dwunastogodzinna zmiana. Padnę na pysk! Za tydzień powtórka z rozrywki - piątek, sobota i praktycznie od razu ponad dwudziestogodzinna podróż do Polski.
Myślałem trochę nad tym wszystkim i doszedłem do wniosku, że w drugiej pracy zostanę chyba do końca tego roku i zrezygnuję, bo fizycznie nie daję rady - padają mi kolana i mocno dokucza kręgosłup.
Kilka dni temu w pierwszej pracy pośród klientów dostrzegłem Marudanę. Prawdopodobnie do firmy trafiła przypadkowo. Mam nadzieję, że mnie nie dostrzegła. Lepiej dla mnie, jeśli nie będzie świadoma, gdzie pracuję. Z nią nigdy nic nie wiadomo i niepotrzebne mi kolejne problemy.
Bzyczek cieszy się jak dziecko na myśl o wyjeździe do Polski, ja chyba zobojętniałem. Tęsknię za rodziną, ale chyba wolałbym na czas urlopu zaszyć się w domu i nigdzie nie wychodzić. Cóż, chyba zaczynam się już starzeć...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





