Po ponad dwudziestu latach dobrej przyjaźni moja przyjaciółka odsunęła się ode mnie. Tak naprawdę to odsunęła mnie od siebie, zerwała kontakt, odeszła, rozpłynęła się.
Kiedyś mogliśmy rozmawiać ze sobą godzinami, dosłownie o wszystkim, dzisiaj propaguje ona hasła typu: "Pedały do gazu", "Zakaz pedałowania", "Geje gwałcą dzieci", "Rodzina to tylko kobieta i mężczyzna" i "Zakaz wstępu dla LGBT".
Nie wiem, co się jej stało. Skąd ta nagła odmiana.
Owszem, doszło między nami do starcia w kwestiach społeczno-politycznych, ale wątpię, by to miało wpływ na tak ogromną zmianę jej postawy.
Najpierw zaczęła się fascynować programem politycznym Krzysztofa Bosaka i jego osobą. "Bo on taki piękny i przystojny! Będę na niego głosować!", pisała mi. Potem zaczęła mnie krytykować w sposób, w jaki nigdy wcześniej tego nie robiła. Zapytałem jej, czy wie, kim jest jej pupilek i czym się politycznie zajmuje (Młodzież Wszechpolska, ONR, zadymy na pochodach w stolicy, narodowiec, związany z ruchami neofaszystowskimi itp., itd.). Jako dowód posłałem jej kilka fotek z jej pupilem.
Na moje pytania odpowiedziała atakiem na moją osobę... Stwierdziła, że skoro sam się nie chcę leczyć, to ona mnie zgłosi do odpowiedniej instytucji i tam mi pomogą, a jeśli nie będę chciał, to mnie zmuszą...
Aktualnie moja przyjaciółka jest wielką fanką Bosaka, jego narodowych, skrajnie katolickich teorii i zgrabnie macha przed swoimi ludźmi banerem z napisem "Jebać pedałów!"
Ja to przeżyję...
Zastanawia mnie tylko jedno: kto jej to zrobił?
Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)
poniedziałek, 25 maja 2020
niedziela, 10 maja 2020
625. "Księgi Jakubowe"
W końcu odważyłem się i zacząłem czytać "Księgi Jakubowe". Po 160 stronach zrozumiałem, dlaczego księga ta przysparza czytelnikom tylu trudności: objętość, temat, język, drobiazgowa narracja, przywołanie szczegółów kultury i wiary żydowskiej, obecność niezliczonej ilości postaci, szkatułkowa kompozycja. To tylko niektóre z "przeszkód", ja czytam dalej, bo im głębiej - tym ciekawiej. Polecam.
Podobają mi się te cytaty:
"[...] Bóg, czymkolwiek on jest, nie ma nic wspólnego z człowiekiem i pozostaje tak daleki, że niedostepny jest ludzkim zmysłom. Podobnie jego zamiary. Nigdy się ludzie nie dowiedzą, o co mu chodzi."
"Świat wcale nie pochodzi od dobrego Boga [...] Bóg stworzył to wszystko przez przypadek i odszedł. Oto jest wielka tajemnica."
"Ludzie, którzy piszą księgi, myśli, nie chcą mieć własnej historii. No bo i po co? W porównaniu z tym, co jest zapisane, zawsze będzie nudna i nijaka."
"Wiatr to jest wzrok umarłych, kiedy patrzą na świat stamtąd, gdzie są. [...] kiedy pole traw, jak się kłania i słania, zapewne patrzy na nie właśnie któryś z umarłych [...] Bo gdyby zliczyć wszystkich umarłych, to okazałoby się, że jest ich dużo więcej niż żywych na ziemi. Ich dusze już się oczyściły wędrowaniem w wielu żywotach i teraz czekają na Mesjasza, który przyjdzie dokończyć dzieła. I patrzą na wszystko. Dlatego na ziemi wieje wiatr. Wiatr to jest ich baczny wzrok."
Podobają mi się te cytaty:
"[...] Bóg, czymkolwiek on jest, nie ma nic wspólnego z człowiekiem i pozostaje tak daleki, że niedostepny jest ludzkim zmysłom. Podobnie jego zamiary. Nigdy się ludzie nie dowiedzą, o co mu chodzi."
"Świat wcale nie pochodzi od dobrego Boga [...] Bóg stworzył to wszystko przez przypadek i odszedł. Oto jest wielka tajemnica."
"Ludzie, którzy piszą księgi, myśli, nie chcą mieć własnej historii. No bo i po co? W porównaniu z tym, co jest zapisane, zawsze będzie nudna i nijaka."
"Wiatr to jest wzrok umarłych, kiedy patrzą na świat stamtąd, gdzie są. [...] kiedy pole traw, jak się kłania i słania, zapewne patrzy na nie właśnie któryś z umarłych [...] Bo gdyby zliczyć wszystkich umarłych, to okazałoby się, że jest ich dużo więcej niż żywych na ziemi. Ich dusze już się oczyściły wędrowaniem w wielu żywotach i teraz czekają na Mesjasza, który przyjdzie dokończyć dzieła. I patrzą na wszystko. Dlatego na ziemi wieje wiatr. Wiatr to jest ich baczny wzrok."
środa, 6 maja 2020
624. Ognik św. Elma
Bezsenne noce napęczniały. Wróciły sny. Te znaczące. Pełne, miękkie, nasączone esencją nocy, z półprzymkniętymi oczyma i włosami rozrzuconymi na poduszce.
Trzeba zacząć je znów spisywać.
Tylko czy ja potrafię jeszcze pisać...
Trzeba zacząć je znów spisywać.
Tylko czy ja potrafię jeszcze pisać...
środa, 15 kwietnia 2020
623. Koniec sezonu
![]() |
| Alfa i Negan |
Wczoraj skończyłem oglądać 9. sezon "The Walking Dead" (tylko 9. sezon był dla mnie nowy, resztę już kiedyś widziałem). Sezon 10. jest zablokowany, trzeba zapłacić za dostęp. Główni bohaterowie zaczynają się wykruszać, giną w wyniku narastających konfliktów pomiędzy grupami. Chęć dominacji, władzy oraz przejęcia osad i ich dobytku doprowadzają do napadów i morderstw dokonywanych dla satysfakcji i podkreślenia swej nieobliczalności. Oglądając kolejne sezony, byłem przekonany, że to Negan jest sadystycznym potworem, jednak z czasem okazało się, że to Alfa, liderka grupy Skór (Szeptaczy) jest totalną psychopatką (sezon 9).
Niesamowicie ciekawym aspektem z psychologicznego punktu widzenia jest przemiana psychiki bohatera - Alfa, kiedyś spokojna, oddana rodzinie kobieta, przeciętna żona, matka, taka typowa kura domowa przemienia się w sadystyczną morderczynię, bez mrugnięcia okiem zabijającą z zimną krwią wszystkich dokoła. Z jej rąk giną moi ulubieni bohaterowie...
piątek, 10 kwietnia 2020
622. Rutyna prawdę ci powie
Prawie trzy tygodnie w domowym zamknięciu. Pomału dostaję do głowy. Staram się w jakiś sposób organizować czas i zauważyłem, że wpadłem w codzienną rutynę. Wszelkie czynności samoistnie się ułożyły w kolejności niezależnej od mego chcenia. Praktycznie każdego dnia to samo. Ciężko będzie z tego wyjść. Dowiedziałem się, że do pracy wrócimy dopiero 1. czerwca... Bez komentarza... Przeraża mnie dodatkowych siedem tygodni zamknięcia w domu...
Bardzo martwię się o rodziców, szczególnie o mamę. Rozmawiam z nią prawie każdego dnia, zapewnia mnie, że daje radę, ale jej głos mówi o wiele więcej - powoli upada pod natłokiem tego, co się dzieje. Mówi, że stara się przestrzegać nowych zakazów i z domu wychodzi tylko wtedy, kiedy naprawdę musi. Najgorsze jest to, że nie mam jak jechać do domu. Przez kolejnych siedem tygodni będę siedział tu sam, zamknięty w czterech ścianach, a tak mógłbym jechać na ten czas do domu. Nie mogę, bo nie ma jak. Co za syf...
Innym powodem mojego wzrastającego rozgoryczenia jest to, że wszystkie plany na ten i kolejny rok legły w gruzach. Prawdopodobnie nie da się ich już zrealizować. Od dłuższego czasu kiełkuje we mnie zamiar powrotu do domu, do Polski. Wstępnie wybrałem przełom maja/czerwca przyszłego roku. W kwietniu rozpoczyna się rekrutacja w szkołach i chciałem złożyć cv. Wróciłbym do zawodu. Gdyby się udało, od października zacząłbym podyplomówkę w Krakowie, a w międzyczasie rozpocząłbym przygotowania do powrotu na studia doktoranckie. Z drugiej strony bardzo bym się tego bał, gdyż moja młodzieńcza cierpliwość, wytrwałość, upór już zaczynają wygasać.
Planowałem na koniec tego roku daleki wypad z plecakiem, niestety, aktualnie tylko palcem po mapie...
Większość planów straconych lub odłożonych w czasie nie wiadomo na jak długo... Ten rok jest już definitywnie stracony... Szkoda.
czwartek, 9 kwietnia 2020
621. Pogrzeb się sam
Dziś rano wyskoczyła mi w przeglądarce miejscowa strona internetowa. Krótki artykuł wraz ze zdjęciami i ankietą-zamówieniem. Firma pogrzebowa reklamuje swoje usługi. Napisano, że w czasie epidemii i na wszelki wypadek nagłego zejścia można zamówić sobie już teraz pogrzeb... Ma to być zabezpieczenie na naszą przyszłość... Koszt - prawie 10 tysięcy funtów!
Z początku myślałem, że to jakiś żart. Przeczytałem artykuł jeszcze raz i po ankiecie, adresach i numerach telefonów tejże firmy stwierdziłem, że jednak nie...
Podłamałem się... Firmy pogrzebowe już czekają na "nowych klientów" i są gotowe grzebać nas żywcem...
Z początku myślałem, że to jakiś żart. Przeczytałem artykuł jeszcze raz i po ankiecie, adresach i numerach telefonów tejże firmy stwierdziłem, że jednak nie...
Podłamałem się... Firmy pogrzebowe już czekają na "nowych klientów" i są gotowe grzebać nas żywcem...
poniedziałek, 30 marca 2020
620. Czytanie w czasach zarazy
Aktualnie kończę czytać książkę o obozie koncentracyjnym Neuengamme i eksperymentach na dzieciach. Chyba wyjatkowo nie napiszę o niej recenzji, gdyż jest to raczej niemożliwe ze względu na przedstawiony temat.
Nie wiem też, czy zabrać się za tę cegłę... Ponad 900 stron drobnego tekstu.
Czas przymusowej kwarantanny spędzam na nadrabianiu zaległości w lekturze.
619. Beth
![]() |
| Beth Greene w Grady Memorial Hospital (sezon 5.) |
Jakiś czas temu znajomy nadmienił mi o "The Walking Dead" (trochę się z niego śmiałem, bo powiedział, że trzeba się przygotować na ewentualną apokalipsę). Wróciłem do początków serialu i aktualnie kończę sezon 5. Dzięki drugiemu oglądaniu dokonałem pewnego odkrycia, raczej zrozumiałem wątek śmierci jednej z bohaterek, Beth. Od dawna nurtowało mnie to, dlaczego Dawn zastrzeliła Beth, skoro zawsze stała po jej stronie i jej broniła (w serialu jest to chyba jedno z najbardziej rozdzierających serce zdarzeń). Uważnie oglądałem odcinki rozgrywające się w Grady Memorial Hospital w Atlancie i częściowo rozgryzłem motywy postępowania Dawn.
618. W domowym areszcie
Dziś rano otrzymałem email od głównej menadżerki. Prawdopodobnie zamknięcie mojej pracy potrwa dłużej niż to przewidywano. Pierwotnie ustalone było, że wrócimy w połowie kwietnia, z listu wynika, że będzie to koniec kwietnia... Dwa tygodnie dłużej...
Jesteśmy zamknięci tu na cztery spusty... Dla mnie to już 10 dni... Na zakupy można wyjść tylko raz dziennie, i to tylko do najbliższego sklepu. W związku z pogarszającą sie sytuacją zagrożenia epidemiologicznego (w naszym miasteczku zmarło już kilka zainfekowanych osób) i nieprzestrzeganiem kwarantanny przez ludzi, ponoć ma być wprowadzona godzina policyjna i ostre patrole na ulicach. Mają być wysokie kary za nieuzasadnione wyjście z domu (niestety, prawda jest taka, że wielu ma gdzieś nałożone restrykcje i świadomie je łamie, śmiejąc się w twarz, że oni wirusa nie przenoszą).
Wczoraj znalazłem informację, że lotnisko w Birmingham ma zostać zamienione na... kostnicę (sic!). Jest mi naprawdę ciężko uwierzyć, że jest tak źle. Jestem tym przerażony... Ponoć najcięższa sytuacja jest w Londynie i właśnie w Birmingham (dwa największe miasta w UK). Na BBC mówiono, że najgorsze jeszcze przed nami, bo epidemia ciągle się rozwija i wkrótce Anglia będzie przypominać Włochy lub Hiszpanię...
Wcześniej krytykowałem premiera Borisa Johnsona za opóźnianie blokady kraju, ale z czasem stwierdziłem, że miał rację. Premier chciał zapobiec wybuchowi masowych zachorowań w jednym czasie, gdyż żadne miasto nie poradzi sobie z tysiącami chorych i z tysiącami ewentualnych zgonów. Wyraźnie powiedziano, że epidemii nic już nie jest w stanie zatrzymać, ustanie ona dopiero wtedy, gdy wszyscy mieszkańcy zostaną zainfekowani, dlatego też stopniowe zarażenie populacji (czego w żadnym wypadku nie da się uniknąć - wg statystyk wszyscy złapią wirusa) zapobiegnie totalnej katastrofie medycznej i logistycznej (o ekonomii nie mówię, bo to już inna kwestia).
Siedzę w domu już 10 dni. W sklepie byłem tylko raz. W ostatnich miesiącach mój system odpornościowy legł w gruzach (od stycznia trzy razy przechodziłem objawy grypopodobne), więc zdaję sobie sprawę, że złapanie tego wirusa, wywołującego zapalenie płuc, nie skończy się dla mnie dobrze...
Jesteśmy zamknięci tu na cztery spusty... Dla mnie to już 10 dni... Na zakupy można wyjść tylko raz dziennie, i to tylko do najbliższego sklepu. W związku z pogarszającą sie sytuacją zagrożenia epidemiologicznego (w naszym miasteczku zmarło już kilka zainfekowanych osób) i nieprzestrzeganiem kwarantanny przez ludzi, ponoć ma być wprowadzona godzina policyjna i ostre patrole na ulicach. Mają być wysokie kary za nieuzasadnione wyjście z domu (niestety, prawda jest taka, że wielu ma gdzieś nałożone restrykcje i świadomie je łamie, śmiejąc się w twarz, że oni wirusa nie przenoszą).
Wczoraj znalazłem informację, że lotnisko w Birmingham ma zostać zamienione na... kostnicę (sic!). Jest mi naprawdę ciężko uwierzyć, że jest tak źle. Jestem tym przerażony... Ponoć najcięższa sytuacja jest w Londynie i właśnie w Birmingham (dwa największe miasta w UK). Na BBC mówiono, że najgorsze jeszcze przed nami, bo epidemia ciągle się rozwija i wkrótce Anglia będzie przypominać Włochy lub Hiszpanię...
Wcześniej krytykowałem premiera Borisa Johnsona za opóźnianie blokady kraju, ale z czasem stwierdziłem, że miał rację. Premier chciał zapobiec wybuchowi masowych zachorowań w jednym czasie, gdyż żadne miasto nie poradzi sobie z tysiącami chorych i z tysiącami ewentualnych zgonów. Wyraźnie powiedziano, że epidemii nic już nie jest w stanie zatrzymać, ustanie ona dopiero wtedy, gdy wszyscy mieszkańcy zostaną zainfekowani, dlatego też stopniowe zarażenie populacji (czego w żadnym wypadku nie da się uniknąć - wg statystyk wszyscy złapią wirusa) zapobiegnie totalnej katastrofie medycznej i logistycznej (o ekonomii nie mówię, bo to już inna kwestia).
Siedzę w domu już 10 dni. W sklepie byłem tylko raz. W ostatnich miesiącach mój system odpornościowy legł w gruzach (od stycznia trzy razy przechodziłem objawy grypopodobne), więc zdaję sobie sprawę, że złapanie tego wirusa, wywołującego zapalenie płuc, nie skończy się dla mnie dobrze...
sobota, 28 marca 2020
617. Wirus marnotrawny
Szósty dzień przymusowego siedzenia w domu. Jeszcze przed ogłoszeniem blokady miasta zdążyłem zrobić jakieś zakupy, tak że do wczoraj nie musiałem z domu wychodzić. Za mną pięć pięknych i słonecznych dni - wyprałem pościele, koce, zimowe szmaty i kurtały, przebrałem ubrania w szafie, wysprzątałem mieszkanie po zimie, okno i żaluzje nawet umyłem i skończyły mi się pomysły, co mógłbym jeszcze posprzątać...
Przeczytałem jedną powieść, obejrzałem kilka filmów, skopiowałem z różnych źródeł, posegregowałem i złożyłem w albumy zdjęcia z wyjazdów (o matko... ile tego jest! Zostało mi do przejrzenia jeszcze około dwóch tysięcy zdjęć z Indii, Korei i Australii, ale chwilowo brakło mi do tego cierpliwości), poukładałem książki na półkach (te, które mi zostały, bo sporą część do Polski wywiozłem <nie półki... książki zawiozłem>), przyszykowałem kolejne tomy do czytania, co chwilę grzebię i czegoś szukam na fejsie...
Teraz chyba mogę już spokojnie na tyłku siąść i po prostu nic nie robić. Moja praca zamknięta do odwołania. Może to potrwać miesiąc albo i dłużej. Naprawdę można tak nic nie robić przez tak długi okres? Czyste marnotrawstwo!
Przeczytałem jedną powieść, obejrzałem kilka filmów, skopiowałem z różnych źródeł, posegregowałem i złożyłem w albumy zdjęcia z wyjazdów (o matko... ile tego jest! Zostało mi do przejrzenia jeszcze około dwóch tysięcy zdjęć z Indii, Korei i Australii, ale chwilowo brakło mi do tego cierpliwości), poukładałem książki na półkach (te, które mi zostały, bo sporą część do Polski wywiozłem <nie półki... książki zawiozłem>), przyszykowałem kolejne tomy do czytania, co chwilę grzebię i czegoś szukam na fejsie...
Teraz chyba mogę już spokojnie na tyłku siąść i po prostu nic nie robić. Moja praca zamknięta do odwołania. Może to potrwać miesiąc albo i dłużej. Naprawdę można tak nic nie robić przez tak długi okres? Czyste marnotrawstwo!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




