 |
Samolot linii AirAsiaX na płycie lotniska w Sydney |
Po 9 godzinach podróży mój samolot wylądował na lotnisku KLIA2 w Kuala Lumpur. Jak w poprzednich przypadkach odprawa celna i paszportowa błyskawiczne.
Podczas wyjazdów zawsze staram się trzymać założonego wcześniej planu, lecz tutaj zdarzyło mi się po raz pierwszy zmienić zdanie - do centrum pojechałem metrem, a nie autobusem, jak zakładałem to wcześniej. Na Sentral Station KL trzeba było przesiąść się na inną linię i dotrzeć do KLCC. Po kilku stacjach znalazłem się w samym sercu stolicy Malezji. Ruchomymi schodami wyjechałem na górę i stanąłem twarzą w twarz z symbolem miasta - Petronas Towers. Tuż obok wież znajdował się mój hotel. Zameldowałem się i udałem do pokoju. Było kilka minut przed szóstą rano.
 |
Mój hotel w centrum miasta |
Zwiedzanie miasta zacząłem dopiero w porze obiadowej (trzeba było odespać poprzedni dzień w Sydney i całonocną podróż) oczywiście od spaceru do Parku KLCC i wież Petronas. Moja przechadzka nie trwała nawet godziny, gdyż nad centrum nadciągnęły chmury i zaczęło lać, i nie była to zwykła ulewa, ale prawdziwa burza tropikalna z hektolitrami deszczu i potężnymi grzmotami. Do hotelu wróciłem przemoczony do ostatniej suchej nitki.
 |
Petronas Towers tuż przed burzą |
Drugiego dnia wyruszyłem wcześnie rano i dzięki temu udało mi się zobaczyć kilka ciekawych miejsc: obszedłem cały Ogród Botaniczny w Perdana Lake Gardens, National Mosque oraz w Chinatown odwiedziłem dwie świątynie: Sin Sze Si Ya oraz Sri Mahamariamman. Nie udało się zobaczyć niczego więcej, gdyż w czasie, gdy łaziłem po ogrodzie botanicznym, rozpętała się kolejna burza i ponownie doszczętnie mnie zlało.
 |
Kesinai trees w Ogrodzie Botanicznym |
 |
Kesinai tree |
Ogród Botaniczny jest przepiękny, ale posiada jedną wadę: brak konkretnych i logicznych oznaczeń. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że wracałem w to samo miejsce, pomimo że schodziłem w inną ścieżkę, dróżki splatały się i łączyły ze sobą w chyba tylko im znany sposób. Sporo czasu straciłem także na poszukiwaniach konkretnych miejsc, np. mapa wskazuje, że tu powinna być oranżeria, ale realnie w tym miejscu jest park egzotycznych motyli, mapa mówi, że tutaj powinien być ogród hibiskusów i orchidei, ale w realu jest tam wybieg dla jeleni, itd., itd.
Trzeciego dnia udałem się do Batu Caves. Niesamowite miejsce! Hinduska świątynia w naturalnej grocie. Wchodzi się do niej po gigantycznych schodach, a wspinaczka po nich w malezyjskim klimacie staje się sporym wyzwaniem. I wszędzie pełno małp (są mniejsze niż te w Indiach lub Nepalu), radzę ich nie zaczepiać.
 |
Batu Caves |
 |
Batu Caves |
Po powrocie do hotelu trzeba było przygotować się do kolejnej podróży, tym razem już w ostatnie zaplanowane miejsce - Bandar Seri Begawan, stolica Brunei na wyspie Borneo.
 |
Petronas Towers nocą |
5.
Bandar Seri Begawan, Brunei
To był bardzo krótki pobyt, bo zaledwie jednodniowy. Jednak zanim wszedłem na pokład samolotu, zderzyłem się z gigantycznym lotniskiem KLIA1. Teraz, jak wspominam swoje perypetie na tym lotnisku to się uśmiecham, ale wtedy wcale nie było mi do śmiechu (o tym lotnisku pisałem w poście nr 599). Okazało się, że terminal M, z którego miałem lecieć, w ogóle nie istnieje! Zamiast niego jest stanowisko M, ale ono nie obsługuje linii Royal Brunei. Dopiero po jakimś czasie błądzenia i łażenia w kółko znalazłem stanowisko G i operatora moich linii lotniczych. Nadałem plecak i rozpocząłem drugi etap poszukiwań - trzeba było dotrzeć do budynku satelitarnego X i odnaleźć bramkę... Nie jestem w stanie policzyć wszystkich "kurwa mać", które wyleciały spod mojego nosa zanim nie usiadłem na ławce przy odpowiedniej bramce...
 |
Samolot linii Royal Brunei do Bandar Seri Begawan na płycie lotniska KLIA1 |
 |
Wyspy Riau na Morzu Południowochińskim |
 |
Gdzieś nad Morzem Południowochińskim |
Ponad dwugodzinny lot na Borneo... przespałem. Bez problemów przeszedłem przez odprawy i wyszedłem na zewnątrz lotniska (jest ono bardzo małe) wprost w tropikalny równikowy klimat... Powietrze było parne i gorące, dosłownie po 15 minutach byłem mokry jak szczur. Podjechał busik jak z czasów głębokiej komuny, skrzypiący i ledwo trzymający się na kołach klekot, bez drzwi i większości okien. W środku kierowca, pani biletowa (zapewne jego żona), kobieta w średnim wieku i dwie młode. Nikt nie mówił po angielsku! Tylko malajski! Pokazałem zdjęcie i adres mojego hotelu. Najpierw coś gadali między sobą, a potem kiwnięciem ręki "zaprosili" mnie do środka. Byłem pewien, że pojedziemy główną drogą wprost do miasta, ale gdzie tam! Kierowca zjechał z szosy na udeptaną ścieżkę i tym klekotem przez prawie 40 minut przedzierał się przez dżunglę po usianej dziurami i zalanej błotem drodze, jakby wcześniej biegło tam kilka tysięcy słoni! Dojechaliśmy do zniszczonych zabudowań, coś na kształt małego rynku starego miasteczka. Wszyscy z busa wysiedli, ja zostałem... Kierowca kiwa mi ręką, ze trzeba wysiadać... "Przecież to nie jest Bandar Seri Begawan! Kurwa!! Gdzie ja jestem?! Borneo mi się zachciało!", zacząłem kląć pod nosem i wysiadłem z pojazdu. Stałem oniemiały i rozglądałem się dokoła totalnie zszokowany. Dopiero po chwili podeszły do mnie dwie dziewczyny z busika i wskazały mi ręką most w oddali. Zrozumiałem, że tam mam iść.
Do hotelu dotarłem może po 40 minutach marszu w upale, w parnym powietrzu, w kurzu, bez wody do picia, z ciężkim plecakiem, z otartymi od niego ramionami, brudny i umęczony...
 |
Piękny meczet w Bandar Seri Begawan |
 |
Meczet w Bandar |
 |
Stolica Brunei |
Tego pierwszego dnia to wybrałem się na krótką przechadzkę "do centrum miasta". Zobaczyłem główny meczet i pospacerowałem po Bandar. Tak naprawdę to poza meczetem nic ciekawego tam nie ma. Najlepiej to było drugiego dnia! Wyszedłem "do miasta" jakoś przed południem (wcześniej lało). Dotarłem do "centrum" i stanąłem jak wryty - ani jednego człowieka, nigdzie! Wszystkie ulice puste, wszystkie sklepy zamknięte, normalnie miasto duchów (nawet psa lub kota na żadnej ulicy nie widziałem). Zrobiłem parę zdjęć na dowód, że nie zmyślam i zawróciłem do hotelu, bo zaczęło znów lać (lało do samego wieczora, a potem rozpętała się burza tropikalna z piekielnymi grzmotami i przez nią mój samolot do Londynu był opóźniony prawie 4 godziny)!
 |
Stolica Brunei |
 |
Bandar - miasto duchów |
 |
Bandar - miasto duchów |
 |
Stolica Brunei |
W hotelu zapytałem, o co chodzi z tym pustym miastem. Powiedziano mi, że codziennie od 12.00 do 15.00 wszyscy mieszkańcy muszą uczestniczyć w modlitwach w meczecie...
 |
Trasa przelotu do Londynu |
 |
Nad Teheranem |
 |
Nad Teheranem |
Mój ostatni lot do Londynu trwał pełnych 15 godzin. Miałem szczęście, gdyż oba miejsca obok mnie były wolne i można było się przespać lub wygodnie usadowić. Cała podróż od hotelu w Bandar do domu trwała 32 godziny. Londyn przywitał mnie zimnem, wiatrem i deszczem.
Podobało mi się na tej wyprawie, chciałbym w przyszłym roku zorganizować coś podobnego, nawet mam już w głowie zarys dwóch ewentualnych tras. Czy się uda? Nie wiem...
A może jest ktoś zainteresowany, by wybrać się ze mną na taką włóczęgę gdzieś po świecie??
Ameryka Łacińska, czy może Ameryka Południowa?