Wszedł do pokoju i usiadł w fotelu stojącym tuż przy ścianie. Swoim zwyczajem przechylił głowę nieco w bok i ręce położył na podłokietnikach. Podniosłem głowę z poduchy i oparłem na zagłówku. Patrzyłem mu prosto w oczy. Uśmiechał się, ale i jednocześnie zdradzał jakąś niepewność i niecierpliwość. Rozmyślał nad czymś głęboko, gdyż unikał mojego wzroku, a mimika twarzy się zmieniała i od czasu do czasu grymas niepokoju przetaczał się mu po czole.
- Gotów? - Zapytał.
- Czekałem na ciebie. - Odparłem.
- Jesteś pewien? - Zmarszczył brwi.
- Ubiorę się.
Wyszedłem z ciepłego łóżka w bieliźnie i białym podkoszulku. Wyciągnąłem z regału szarą koszulę i czarne spodnie.
- Nie będzie ci to potrzebne - uśmiechnął się i pokiwał głową.
- Coś muszę włożyć na siebie.
- Tam nie nosi się takich ubrań - nadal się uśmiechał.
- A jakie? - Spytałem na poważnie.
- Inne! - Roześmiał się dość głośno.
Sięgnąłem po swój ulubiony zegarek i zapiąłem go na przegubie ręki.
- To też nie będzie ci potrzebne, ale weź, jak chcesz.
- Chcę.
Wstał z fotela i zapraszającym gestem wskazał uchylone drzwi. Wychodząc z mieszkania, spojrzałem na pogrążony w półmroku pokój. Serce tłukło się w klatce piersiowej, a skurcz ściskał gardło. Przeniosłem wzrok na jego błękitne oczy i uśmiechnąłem się.
- No to chodźmy już...
Zamknąłem drzwi.
Madagaskar Lemurów Pełen,
czyli teatr jednoosobowy bez sceny i oklasków.
Tagi
Antropologia
(3)
Bajkolandia
(6)
Błazenada
(14)
Cytaty
(2)
Dalekie wyprawy Katty
(7)
Dziobaki
(5)
Dziwne przypadki Katty
(19)
Fantasmagorie
(9)
Film LGBT
(1)
Filmy i seriale
(1)
Fotki
(5)
Homoseksualizm
(2)
Inne inności
(6)
Inne Lemury
(21)
Kattio-narratio primo
(4)
Kuchnia Lemura
(2)
Lektury Lemura
(3)
Lemur Błękitnooki
(11)
Lemur Jasnowłosy
(1)
Lemuria Mała
(15)
Lemuria Wielka
(8)
Lemuria Średnia
(2)
Media i Kultura
(6)
Moda Lemura
(3)
Nieparzystokopytne
(8)
Odkrycia Lemura
(4)
Parzystokopytne
(7)
Powszechność
(8)
Seks
(2)
Uczucia
(10)
Wiosna
(2)
Wrażenia
(21)
Zima
(4)
czwartek, 17 maja 2012
wtorek, 15 maja 2012
Sen 76. Z okazją w tle
Nigdy Katta jeszcze nie składał życzeń komuś, kto ich nie odbierze. Napisane słowa przejdą w eter i przeminą bez jakiejkolwiek reakcji. Nie dotrą do adresata. Od momentu swojego powstania skazane są na wieczną tułaczkę bez celu. Najważniejsza jest jednak intencja.
Tak więc bardzo skromnie, lecz prosto z serca:
Z okazji zbliżających się Twoich urodzin, w tym roku szczególnych w swej istocie, chciałbym życzyć Ci radości i satysfakcji z każdego dnia. Uśmiech, zadowolenie, siła i pewność siebie niechaj wypełnią Twe życie na czas nieokreślony, a tak szeroko rozumiane szczęście naznaczy duszę odwagą i działaniem na rzecz innych. Działaj zgodnie ze swoim sumieniem i potrzebami, bądź odważny i sumienny w tym, co pomyślisz i zaplanujesz. Dbaj o siebie.
Elbiemu - Lemur Katta
Tak więc bardzo skromnie, lecz prosto z serca:
Z okazji zbliżających się Twoich urodzin, w tym roku szczególnych w swej istocie, chciałbym życzyć Ci radości i satysfakcji z każdego dnia. Uśmiech, zadowolenie, siła i pewność siebie niechaj wypełnią Twe życie na czas nieokreślony, a tak szeroko rozumiane szczęście naznaczy duszę odwagą i działaniem na rzecz innych. Działaj zgodnie ze swoim sumieniem i potrzebami, bądź odważny i sumienny w tym, co pomyślisz i zaplanujesz. Dbaj o siebie.
Elbiemu - Lemur Katta
Sen 75. Vanitas vanitatum
Dopadły Kattę metafizyka, zobojętnienie i marazm. Dni mijają szybko, są bezkształtne, puste, ciemne i nijakie. W sumie to dobrze, że uciekają, bo z każdą minutą, godziną, dobą bliżej do przejścia w radosną część nieegzystencji. Codziennie się jest tak jakby się nie było. Ludzie traktują Kattę jak powietrze, przechodzą obok, potrącając go łokciami i mają pretensje o to, że stał akurat w miejscu na ich drodze i śmiał wytrącić ich z własnych myśli. Lemur jest zarazem nie będąc.
Dzięki chceniu i niechceniu Katta stał się nikim, a jego egzystencja ogranicza się do psucia dni innym swoją obecnością. Jakiekolwiek zainteresowanie jego profilem na niebieskim portalu dusi w zarodku obojętnością i cynizmem. Dla interlokutorów tak będzie lepiej, szkoda ich cennego czasu.
Za mniej więcej 20 lat (może wcześniej) ciało Katty się rozpadnie, proch rozwieje wiatr, rozmyje woda, nie pozostanie po nim żaden ślad. Nikt go nie będzie pamiętał, rozpoznawał, wspominał. Będzie nicością. Czy nicość posiada jakiś stan? Nicość należy do sfery bytów czy niebytów? Aktualnie Lemur jest byto-niebytem, więc tak naprawdę nic na poważnie się nie zmieni, bo chyba nie ma różnicy w przejściu z fizycznej nicości niebytu w niefizyczną nicość niebytu.
Skoro tak się dzieje, to po co się starać o każdy następny dzień i bycie? Wszystko wkrótce przeminie i przestanie istnieć. To przecież bez sensu być teraz tylko po to, by nie być później.
Dzięki chceniu i niechceniu Katta stał się nikim, a jego egzystencja ogranicza się do psucia dni innym swoją obecnością. Jakiekolwiek zainteresowanie jego profilem na niebieskim portalu dusi w zarodku obojętnością i cynizmem. Dla interlokutorów tak będzie lepiej, szkoda ich cennego czasu.
Za mniej więcej 20 lat (może wcześniej) ciało Katty się rozpadnie, proch rozwieje wiatr, rozmyje woda, nie pozostanie po nim żaden ślad. Nikt go nie będzie pamiętał, rozpoznawał, wspominał. Będzie nicością. Czy nicość posiada jakiś stan? Nicość należy do sfery bytów czy niebytów? Aktualnie Lemur jest byto-niebytem, więc tak naprawdę nic na poważnie się nie zmieni, bo chyba nie ma różnicy w przejściu z fizycznej nicości niebytu w niefizyczną nicość niebytu.
Skoro tak się dzieje, to po co się starać o każdy następny dzień i bycie? Wszystko wkrótce przeminie i przestanie istnieć. To przecież bez sensu być teraz tylko po to, by nie być później.
czwartek, 10 maja 2012
Sen 74. Obecność nocnego kochanka
Ostatnio ogarnia Kattę pragnienie wiecznej nocy. Każdy kolejny dzień jest przymusem, a jego zakończenie wielkim rozczarowaniem. Nic się nie wydarzyło, nikt o nic nie zapytał, nikt niczego nie napisał i nie pomyślał. Każdego wieczoru marzy o tym, że może już jutro, może pojutrze albo za dwa dni najdalej pustka wypełni się nadzieją i ktoś gdzieś będzie czekał, będzie myślał, będzie pamiętał.
Dzień ściga się z dniem, noc z nocą i każde z nich tęskni za sobą - ich przekleństwem jest to, że nigdy się w pełni nie zespolą w uścisku stęsknionych kochanków. Katta jest szczęściarzem, bo noc przynosi to, czego nie daje mu dzień - krótkotrwały powrót nikłego cienia spełnienia, zwiewnego, ulotnego, eterycznego i zmysłowego. Tylko noc go rozumie, jest przyjaciółką i powiernicą tajemnic, bo dzień okazał się zdrajcą.
Katta chciałby, by noc na stałe zawładnęła jego światem, zniknie wówczas jego nicość. Jest tak, iż tylko fizyczność dotyka przejawów dnia, bowiem myśl otula swoje jestestwo gwiaździstym płaszczem i nie opuszcza rdzenia sferyczności nikłej. Zatem oddać jej może swe ciało, odda w pełni swój umysł, odda marzenia i czas, by tylko nie kończyła swego istnienia i nie zabierała tego, którego daje na czas określony, a potem znów zabiera. Wiedz, że to niesprawiedliwe i okrutne!
Dzień ściga się z dniem, noc z nocą i każde z nich tęskni za sobą - ich przekleństwem jest to, że nigdy się w pełni nie zespolą w uścisku stęsknionych kochanków. Katta jest szczęściarzem, bo noc przynosi to, czego nie daje mu dzień - krótkotrwały powrót nikłego cienia spełnienia, zwiewnego, ulotnego, eterycznego i zmysłowego. Tylko noc go rozumie, jest przyjaciółką i powiernicą tajemnic, bo dzień okazał się zdrajcą.
Katta chciałby, by noc na stałe zawładnęła jego światem, zniknie wówczas jego nicość. Jest tak, iż tylko fizyczność dotyka przejawów dnia, bowiem myśl otula swoje jestestwo gwiaździstym płaszczem i nie opuszcza rdzenia sferyczności nikłej. Zatem oddać jej może swe ciało, odda w pełni swój umysł, odda marzenia i czas, by tylko nie kończyła swego istnienia i nie zabierała tego, którego daje na czas określony, a potem znów zabiera. Wiedz, że to niesprawiedliwe i okrutne!
wtorek, 8 maja 2012
Real 16. Migawki z dnia powszedniego
... z samego rana małe przyspanie i bieganina po domu - najpierw prysznic i szorowanie zębów, potem szybko odświeżyłem koszulę parowym żelazkiem, ułożyłem czarne spodnie, dopasowałem skarpetki i rozpinany sweter, wyglancowałem na błysk czarne lakierki gąbką z silikonem. Przed wyjściem zerknąłem w lustro i nacisnąłem na wilgotną czuprynę czapkę po to, by włosy po wyschnięciu nie przypominały kopy siana.
Na szczęście nie czekałem roku na przyjazd windy i dość szybko wyskoczyłem z niej na parterze... prosto w wielką psią kupę! Rozległo się głośne "kurrrwaaa maćć!" i, stojąc w rozkroku z podniesionymi rękoma, kląłem jak szewc. Zerknąłem na zegarek - 25 minut do startu firmowego przemówienia i przeprowadzenia projektu...
... zamknąwszy za sobą drzwi, rzuciłem torbę w kąt przedpokoju, zsunąłem buty i w ubraniu położyłem się na łóżku twarzą do poduchy. Nie wiem, ile spałem, ale z drzemki wybudził mnie dzwonek. Nikogo na korytarzu nie było. Zrzuciwszy wygniecioną koszulę i czarne spodnie, wskoczyłem w domowy dres i jasnozielony T-shirt i, łażąc po kuchni na bosaka, zabrałem się za układanie zakupów do szafek i lodówki. Znów zadźwięczał dzwonek u drzwi. Ponownie nikogo za nimi nie było. Odruchowo przekręciłem łucznik, by ktoś nie wlazł do środka i zabrałem się za przygotowywanie późnego i marnego obiadu - ryżu z warzywami. Rozległo się pukanie. Ze ściereczką frotte w dłoni otorzyłem drzwi na oścież. Upadła na podłogę, częściowo przykrywając lewą stopę...
... podkulając nogi pod siebie, coraz głębiej zapadałem się w siedzisku bordowego fotela. Moje dłonie zaciskały się na niebieskiej filiżance z parującą herbatą. Skamieniały z wrażenia i ogromnej ciekawości patrzyłem na osobę siedzącą naprzeciwko mnie. Wszystkie zmysły nakierowane były na gościa. Miał na sobie czerwono-biały T-shirt z kołnierzykiem i ciemne dżinsy. Słuchałem uważnie opowieści, przerywając od czasu do czasu płytkimi "aha", "hmmm" i "rozumiem". Nie pytałem. To nie był czas na zadawanie pytań. To był czas słuchania. Zresztą, chyba nawet nie trzeba było pytać, wszystko było jasne i klarowne. Gdy gość skończył, zapadła cisza. Słychać było zderzenia cząsteczek powietrza i skraplanie się pary w jeszcze gorącym czajniku.
- Co teraz będzie? - Zapytał gość.
- Nie wiem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Zamknąłem oczy i wyobrażałem sobie ogród pełen chwastów i rozkwitającą pośrodku jedyną różę. Była żółta. Nie wiem nawet, dlaczego nie przybrała purpurowej barwy.
- Przytul mnie... jak wtedy... - przerwał ciszę gość i wbił wzrok w podłogę.
Podszedł do fotela, w którym siedziałem i padł przed nim na kolana. Zsunąłem się na dywan i, klęcząc przed nim, objąłem ramionami. Oparł głowę na moim ramieniu i oddychał głęboko. Zamknąłem oczy i wyszeptałem:
- Czuję, że się wszystko ułoży...
... - Co pan robi?! Wezwijcie ochronę! - z letargu i odrętwienia wyrwało mnie raptowne szarpnięcie. Spojrzałem w stronę, skąd dochodził krzyk i struchlałem. Stała przede mną kobieta w średnim wieku, a za nią dwie dziewczyny z identycznymi apaszkami na szyjach. Rozejrzałem się dokoła i nie mogłem wykrztusić ani jednego słowa. Zrobiłem krok do tyłu i unieruchomiła mnie niewidoczna przeszkoda. Kątem oka dostrzegłem kilkoro ludzi stojących nieco za mną z dziwnymi minami.
- Co się sta... - wydusiłem w stronę mojego gościa, lecz zamiast niego przede mną na dwóch krzywych nogach kołysał się plastikowy manekin ze zwisającą na sznurku głową. Wyglądał, jakby ktoś mu skręcił kark. Moje przerażenie wzrosło, gdy dostrzegłem, iż miał na sobie czerwono-biały T-shirt z kołnierzykiem i ciemne dżinsy. Trzymając w dłoni oderwaną rękę manekina, zszedłem z podestu. Kobieta i dziewczyny automatycznie zrobiły kilka kroków do tyłu. Z nieokreśloną miną i niemymi gestami chciałem się wytłumaczyć, ale nie potrafiłem znaleźć logicznie pasujących do siebie słów.
- Nie rozu... - nie dokończyłem, gdyż dwóch ochroniarzy powaliło mnie na podłogę...
... - Co ci jest? Obudź się! - Nade mną ktoś się nachylał i trzymał mnie za rękę. - Miałeś koszmar.
Usiadłem na łóżku i spojrzałem w znajomą, teraz nieco zdziwioną twarz.
- Tak, chyba tak...
W mroku rozpoznałem tak dobrze znane mi rysy - prosty nos, wąskie usta i ciemne równe brwi wyraźnie zarysowane na jasnym czole.
- Tak, to był chyba koszmar... - i przylgnąłem ustami do jego ust, by upewnić się, że to nadal nie sen...
Na szczęście nie czekałem roku na przyjazd windy i dość szybko wyskoczyłem z niej na parterze... prosto w wielką psią kupę! Rozległo się głośne "kurrrwaaa maćć!" i, stojąc w rozkroku z podniesionymi rękoma, kląłem jak szewc. Zerknąłem na zegarek - 25 minut do startu firmowego przemówienia i przeprowadzenia projektu...
... zamknąwszy za sobą drzwi, rzuciłem torbę w kąt przedpokoju, zsunąłem buty i w ubraniu położyłem się na łóżku twarzą do poduchy. Nie wiem, ile spałem, ale z drzemki wybudził mnie dzwonek. Nikogo na korytarzu nie było. Zrzuciwszy wygniecioną koszulę i czarne spodnie, wskoczyłem w domowy dres i jasnozielony T-shirt i, łażąc po kuchni na bosaka, zabrałem się za układanie zakupów do szafek i lodówki. Znów zadźwięczał dzwonek u drzwi. Ponownie nikogo za nimi nie było. Odruchowo przekręciłem łucznik, by ktoś nie wlazł do środka i zabrałem się za przygotowywanie późnego i marnego obiadu - ryżu z warzywami. Rozległo się pukanie. Ze ściereczką frotte w dłoni otorzyłem drzwi na oścież. Upadła na podłogę, częściowo przykrywając lewą stopę...
... podkulając nogi pod siebie, coraz głębiej zapadałem się w siedzisku bordowego fotela. Moje dłonie zaciskały się na niebieskiej filiżance z parującą herbatą. Skamieniały z wrażenia i ogromnej ciekawości patrzyłem na osobę siedzącą naprzeciwko mnie. Wszystkie zmysły nakierowane były na gościa. Miał na sobie czerwono-biały T-shirt z kołnierzykiem i ciemne dżinsy. Słuchałem uważnie opowieści, przerywając od czasu do czasu płytkimi "aha", "hmmm" i "rozumiem". Nie pytałem. To nie był czas na zadawanie pytań. To był czas słuchania. Zresztą, chyba nawet nie trzeba było pytać, wszystko było jasne i klarowne. Gdy gość skończył, zapadła cisza. Słychać było zderzenia cząsteczek powietrza i skraplanie się pary w jeszcze gorącym czajniku.
- Co teraz będzie? - Zapytał gość.
- Nie wiem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Zamknąłem oczy i wyobrażałem sobie ogród pełen chwastów i rozkwitającą pośrodku jedyną różę. Była żółta. Nie wiem nawet, dlaczego nie przybrała purpurowej barwy.
- Przytul mnie... jak wtedy... - przerwał ciszę gość i wbił wzrok w podłogę.
Podszedł do fotela, w którym siedziałem i padł przed nim na kolana. Zsunąłem się na dywan i, klęcząc przed nim, objąłem ramionami. Oparł głowę na moim ramieniu i oddychał głęboko. Zamknąłem oczy i wyszeptałem:
- Czuję, że się wszystko ułoży...
... - Co pan robi?! Wezwijcie ochronę! - z letargu i odrętwienia wyrwało mnie raptowne szarpnięcie. Spojrzałem w stronę, skąd dochodził krzyk i struchlałem. Stała przede mną kobieta w średnim wieku, a za nią dwie dziewczyny z identycznymi apaszkami na szyjach. Rozejrzałem się dokoła i nie mogłem wykrztusić ani jednego słowa. Zrobiłem krok do tyłu i unieruchomiła mnie niewidoczna przeszkoda. Kątem oka dostrzegłem kilkoro ludzi stojących nieco za mną z dziwnymi minami.
- Co się sta... - wydusiłem w stronę mojego gościa, lecz zamiast niego przede mną na dwóch krzywych nogach kołysał się plastikowy manekin ze zwisającą na sznurku głową. Wyglądał, jakby ktoś mu skręcił kark. Moje przerażenie wzrosło, gdy dostrzegłem, iż miał na sobie czerwono-biały T-shirt z kołnierzykiem i ciemne dżinsy. Trzymając w dłoni oderwaną rękę manekina, zszedłem z podestu. Kobieta i dziewczyny automatycznie zrobiły kilka kroków do tyłu. Z nieokreśloną miną i niemymi gestami chciałem się wytłumaczyć, ale nie potrafiłem znaleźć logicznie pasujących do siebie słów.
- Nie rozu... - nie dokończyłem, gdyż dwóch ochroniarzy powaliło mnie na podłogę...
... - Co ci jest? Obudź się! - Nade mną ktoś się nachylał i trzymał mnie za rękę. - Miałeś koszmar.
Usiadłem na łóżku i spojrzałem w znajomą, teraz nieco zdziwioną twarz.
- Tak, chyba tak...
W mroku rozpoznałem tak dobrze znane mi rysy - prosty nos, wąskie usta i ciemne równe brwi wyraźnie zarysowane na jasnym czole.
- Tak, to był chyba koszmar... - i przylgnąłem ustami do jego ust, by upewnić się, że to nadal nie sen...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


