Za wybór moich lektur, dotyczących historii Polski i holokaustu, zostałem nazwany nieukiem...
Hmmm...
OK... Niech i tak będzie.
Za wybór moich lektur, dotyczących historii Polski i holokaustu, zostałem nazwany nieukiem...
Hmmm...
OK... Niech i tak będzie.
Mam nadzieję, że pomału wszystko się tutaj stabilizuje. Dwa tygodnie temu zacząłem nową pracę - pierwszą pracę w Polsce po tak długim okresie emigracji. Jeszcze mnie tam trenują, sprawdzają i objaśniają, ale część prac już potrafię wykonać sam. Nie jest to praca górnych lotów i spełnionych marzeń, ale, jak się okazało - tylko tam mnie chcieli. W innych miejscach patrzyli na moje CV z krzywymi minami, marszczyli nosy, unosili brwi w zdziwieniu, kiepsko ukrywali ironiczne uśmieszki, kpili prosto w oczy, a gdy wychodziłem - wrzucali moje CV do śmietnika (nawet kierowany przez agentkę z urzędu pracy pod konkretny adres całowałem tam klamki i słyszałem - Co??!! Zwariował pan?? Studia podyplomowe? Zaczęty doktorat?? O!! Co to to nie! Do widzenia panu!). W domu Błękitnooki otworzył moje CV w komputerze i wykasował wszystko to, co było ponad standard. Została goła magisterka, ale nadal było źle - "Zbyt wysokie kwalifikacje", ciągle słyszałem i wychodziłem z kwitkiem (moja agentka potem nawet przestała do mnie dzwonić, bo wszędzie, gdzie mnie zgłaszała i posyłała, mi odmawiano). Błękitny obserwował i kiwał głową z niedowierzaniem, "Mnie też to czeka, mnie też to czeka", powtarzał.
W miniony wtorek przyszła do nas sąsiadka z parteru. Drzwi otworzył Błękitny. "Och..., ach..., uch... dzień dobry... och, przyszło wezwanie do sprzątania naszego kościoła... ach, zbieramy na kwiaty i środki czystości... iiii..." stękała i się jąkała. "Sprzątanie kościoła?", zapytał Błękitny. "Pierwszy raz w życiu o czymś takim słyszę. A czy ci z kościoła nie mogą sobie sami posprzątać?" Wyszedłem z małego pokoju i stanąłem tuż za nim. Sąsiadka zmierzyła nas od stóp do głów i cofnęła się o dwa kroki. "Ach... wszyscy mieszkańcy zbierają się po 120 złotych...", nie skończyła, bo Błękitny wszedł jej w słowo: "Proszę pani, niech sprzątają ci, co tam chodzą, a takie zbieranie na kościół to zwykłe wyłudzenie pieniędzy". Kobietę zatkało. Zakołysała się, zwróciła się w lewo, potem w prawo, chyba nie wiedziała, w którą stronę ma pójść, w końcu zwróciła się w stronę schodów. "Nie jesteśmy zainteresowani", odparł z pięknym uśmiechem i zamknął drzwi. "Gratuluję!", wycedziłem. "Profesjonalnie olałeś ją ciepłym moczem", zaśmiałem się. "Będzie na nas gadać przez następne pół roku", dodałem. "Phiii... niech gada... Ale sam zobacz...", oparł się o blat w kuchni, "mam wziąć swoje wiadro, swojego mopa, ścierę, mam iść i kupić, za własną kasę!, wszystkie środki czystości, mam pójść tam i sprzątać jakieś brudy, mam poświęcić swój czas i jeszcze dodatkowo muszę im za to zapłacić 120 zeta! Toż to legalny rozbój!" "Rzucamy perły przed wieprze...", skonstatowałem. Błękitny pokiwał tylko głową.
Nadal propagujemy akcję: "Zamiast paczki fajek - książka na półkę"
![]() |
Ameryka ma Joe Bidena, a my nadal mamy skaczącego pajaca z długopisem...
Uchhh,,,,
Miało nie być tego tekstu, ale się stało, że jest.
Prezes PiS, Jarosław Kaczyński znalazł sobie nowego wroga.
Prezes PiS, Jarosław Kaczyński bez wrogów nie czuje się godnym politykiem, Polakiem, gorliwym katolikiem i władcą.
Prezes PiS, Jarosław Kaczyński uwielbia patrzeć z góry na tych, których miażdży i upokarza.
Prezes PiS, Jarosław Kaczyński chciałby być jak Bolesław Chrobry, który, otoczony wrogami z południa, północy, wschodu i zachodu, odnosi nad nimi zwycięstwa i stoi na polu chwały, unosząc zakrwawiony krzyż w niebiosa, wołając "To jest moja Polska!!"
Funkcjonowanie i politykowanie dla pana Kaczyńskiego bez wrogów na horyzoncie lub tuż pod ręką nie ma sensu. Takowy zawsze musi być! Jeśli nie napatoczy się sam, to trzeba go poszukać. I sprowokować! Zaczepić, kopnąć, opluć i poniżyć. A potem triumfować nad jego truchłem i puchnąć z dumy.
Tych wrogów trochę już było:
- WSZYSCY (czyli dokładnie nie wiadomo kto), którzy doprowadzili do katastrofy tupolewa - "kanalie", krzyczał prezes i groził pięścią "kanalie! zabiliście mi brata!" Prawda jest taka, że nikt go nie zabił, a nieszczęśnik zginął w katastrofie lotniczej. Cóż z tego, że prezes się tak pieni - prawda jest taka, że przez tyle lat swojej władzy nie zrobił nic, by sprowadzić wrak samolotu do Polski. Tupolew nadal niszczeje na rosyjskim lotnisku. Jaki jest sens tej wojny?
- LGBT - tak naprawdę geneza konfliktu PiS-u ze społecznością LGBT jest znacznie bardziej skomplikowana niż można zakładać i przyszła z zewnątrz. Konflikt ten nie jest tworem sejmowym, pomimo że właśnie tam rozegrała się najzaciętsza bitwa, a poszczególne jej etapy tlą się nadal. Wojna z LGBT wyszła z Kościoła Katolickiego jako zemsta i odwet za nagłośnienie problemu pedofilii. Kościół, by wybrnąć z kompromitujących spraw pedofilskich i, aby odciągnąć uwagę od siebie i kryć wszystkich winnych, palcem wskazał na społeczność LGBT i nazwał ją "Tęczową zarazą". PiS i Kościół to naczynia połączone. By kryć księży pedofilów i wszystkich tych, którzy to ukrywali, PiS zaatakował społeczność LGBT z mównicy sejmowej. I tak mniejszość stała się wrogiem ogólnonarodowym, a do walki z nimi zaangażowano bojówki narodowców i neofaszystów.
- KOBIETY - aktualny wróg pana prezesa. Ustawa antyaborcyjna, ogłoszona w tak tragicznym i trudnym dla wszystkich czasie pandemii, w ogóle nie związana z aktualnymi ważnymi sprawami, tak naprawdę tylko stała się przyczynkiem do konfliktu. Wzburzone kobiety wyszły na ulice, domagając się godności, sprawiedliwości, uznania i wolnego wyboru w decydowaniu o sobie. Wojna z kobietami na polskich ulicach przerodziła się w coś innego - w nowego wroga, którego trzeba zlikwidować.
- PRZECIWNICY KOŚCIOŁA TO WROGOWIE POLSKI - to nowy wróg! Prezes Kaczyński w "orędziu narodowym", wystylizowany na groźnego generała i władcę północnokoreańskiego, używając wzniosłych słów nawołuje do walki w obronie kościołów, buntuje Polaków przeciw sobie i żąda krwawej, bratobójczej rzezi. Wznieca wojnę domową i nasyła na swoich rodaków bojówki narodowców i neofaszystów (skąd my już to znamy?). Już raz krew została przelana. Czy naprawdę trzeba jej więcej, by prezes Kaczyński puchł z zadowolenia?
Opozycja polityczna, uchodźcy, mniejszości etniczne, LGBT, wrogowie Kościoła, ateiści, naukowcy, nauczyciele, lekarze, pielęgniarki, górnicy, rolnicy - tę listę wrogów prezesa Kaczyńskiego można jeszcze ciągnąć.
Czy to już nie dość?
Nowym wrogiem stały się kobiety - Polki - siostry, matki, żony, kuzynki, szwagierki, ciotki, babcie, przyjaciółki, koleżanki, znajome i sąsiadki. Sam sobie go wybrał. Chciał pokazać im, że według niego i jego klakierów, wszystkie panie powinny stać, i to bez słowa sprzeciwu, przy garach, pralkach, odkurzaczach, zlewozmywakach i suszarkach. Niestety nie udało mu się to. I teraz jest zły. Bardzo zły! Wściekły! Rozwścieczony! Grozi pięścią i wykrzykuje swoje niezadowolenie. Jak rozkapryszone dziecko z piaskownicy, któremu inne dzieci podeptały piaskowe babki, wzywa na pomoc liczniejszych i silniejszych - policję, bojówki narodowców i neofaszystów (wojsko czeka w pogotowiu) i każe im siłą zmusić swoich wrogów do klęknięcia przed nim.
Tajemnicą Poliszynela jest to, że kobiety w prywatnym życiu pana Kaczyńskiego są solą w jego oku, natomiast zawodowo nie może się od nich opędzić! Panie z jego licznej świty, jeśli zajdzie taka potrzeba, są gotowe w potyczkach zasłonić go własnymi piersiami, ochronić przed napastnikiem i oddać za niego życie. Panie z jego świty, jeśli trzeba, klękają przed nim i całują go po świętych dłoniach! A Jarosław puchnie z zadowolenia i powtarzając pod nosem własne imię, sam siebie dopinguje (jeśli mam być szczery, to pan Kaczyński nie ma gustu w doborze kobiet do swojej świty - rozkrzyczane, z różańcami w torebkach, o karykaturalnie zarysowanych rubensowskich kształtach, większa ich część już dawno przekwitła, zbladła i zwiędła, do tego o topornych i troglodyckich umysłach). No cóż - De gustibus non est disputandum.
I tu pojawia się pewna nieścisłość i brak logiki: Dlaczego pan Kaczyński, tak uwielbiany przez kobiety swojej świty, wypowiada im wojnę jako kobietom rodzaju kobiecego? Może pan prezes oczekuje czegoś więcej, lecz wstydzi się poprosić i dlatego chce zmusić je siłą? Pała policjanta, kopniak narodowca, kuksaniec neofaszysty mogą być skuteczne! A co jeśli nie? Czy pan prezes się rozpłacze, tupnie nóżką, machnie rączką, obrazi się i schowa się z powrotem w szafie? Nie! On ucieknie do domu i z kotem na rękach będzie przez okno patrzył na setki policjantów, którzy ofiarniczo stoją przed jego pałacem. Tak lubi najbardziej!
Warto zapytać - po co ta wojna i kto będzie kolejnym wrogiem?
![]() |
W naszym ogrodzie |
Dzwonek. Otworzyłem drzwi, nawet nie zaglądając przez judasza. Uśmiechnął się od ucha do ucha. Miał na sobie granatową bluzę z kapturem, czarne dżinsy i szare najki. Za nim stały dwie ogromne walizki na kółeczkach, mały plecak przerzucony miał przez ramię. "Czeeśćć" wyszczerzył zęby i zrobił krok w moim kierunku. "W końcu jesteś", przycisnąłem go do siebie. Poczułem jego ręce na ramionach. Czułem od niego wiatr i słońce brazylijskiego wybrzeża, nutę egzotycznej perfumy oraz zapach dalekiej podróży - lotniskowej palarni i fotela lotniczego.
Pomału się zadomawia. Włożył ubrania do szafy, butki wsadził do komody, w łazience ustawił kosmetyki i przybory, w kuchni poprzekładał po swojemu sprzęty, dokupił mnóstwo przypraw oraz ekspres do kawy, na stoliku nocnym wyłożył kilka stosów książek (które zajmowały ponad połowę objętości jednej z waliz; moje książki na półkach też już poprzekładał - osobno filozofia i sztuka, osobno literatura obozowa, osobno książki branżowe, osobno literatura światowa. Trzeba mi do tego się przyzwyczaić.
W ubiegły piątek odwiedziliśmy Zabytkowe Miasto. Błękitnooki musiał przecież zaopatrzyć się w jakieś jesienne i ciepłe ubrania! To, co przywiózł ze sobą, aktualnie nie nadaje się do noszenia. Spotkaliśmy się z kuzynkami Błękitnego (były totalnie zaskoczone, widząc nas razem). Wkrótce wybierzemy się z odwiedzinami do jego mamy (Błękitny w pojedynkę jeździł już dwa razy do niej).
W sumie jesień spędzamy na zajęciach wolnych - ogarnęliśmy i przygotowaliśmy działkę na jesień i na zimę - cięcie krzewów, przesadzanie kwiatów cebulkowych, postawienie kilku chochołów, grabienie liści, opróżnienie beczek na wodę. Rozpaliliśmy w piecu, nagrzaliśmy wody i zrobiliśmy trochę soków na zimę - z malin, z jeżyn, z aronii i trochę z winogrona. I tak pomału leci nam czas.
Zamierzaliśmy na 1. listopada jechać na cmentarz za Wrocław, ale będzie trzeba to przełożyć na inny termin. Chcieliśmy wziąć też moją mamę. Może przed Bożym Narodzeniem się uda (może nawet i dobrze, że teraz nie pojedziemy, bo przy grobach natknąć się moglibyśmy na kogoś z dalszej rodziny i dopiero byłby skandal, chociaż, nie ukrywam, że mogłoby to być nieco ciekawe i zabawne - Błękitny w natarciu i rzucający błyskami z oczu).
![]() |
U nas w ogrodzie |
![]() |
Alfa i Negan |
![]() |
Beth Greene w Grady Memorial Hospital (sezon 5.) |