Po wielu perypetiach, zawirowaniach, kilku trudnych rozmowach, serii porozumień i nieporozumień znów jesteśmy obok siebie. Gdy stanowczo oznajmiłem, że odchodzę i zacząłem pakować walizkę, powiedział, że jestem dla niego kimś ważnym i nie pozwoli mi odejść, a jak ucieknę w nocy, to mnie odnajdzie nawet na drugim końcu świata i rozbije mi nos.
A w Belo Horizonte od tygodnia pada deszcz.
Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)
poniedziałek, 21 października 2013
czwartek, 10 października 2013
Sen 114. Jak w klatce
Teraz, gdy zostałem sam jak palec, bez najlepszego przyjaciela i bez znajomych, zaczynam tęsknić za Lemurkiem Błękitnookim. Przebywam w miejscu, które mnie męczy i przygniata, czuję się, jakbym został wsadzony do klatki, gdzie na każdej ściance wiszą zakazy: "Nie ruszać!", "Nie dotykać!", "Zabronione!" Zaczynam wysychać...
środa, 9 października 2013
Sen 113. Ludzie prawdę ci powiedzą
Już któryś raz z kolei usłyszałem kilka słów prawdy: "Ludzie ranią cię, boś dla wielu zbyt dobry". Wbito mi nóż w plecy... Nie spodziewałem się, nawet nie potrafię nazwać tego, co aktualnie czuję. Złość? Rozczarowanie? Rozgoryczenie? Zawód? Zdziwienie? Smutek? Żal? Chyba nic z tego. Raczej czuję głęboką obojętność. Przywykłem... Czuję, że ponownie uaktywnia się we mnie stary mechanizm obronny - izolacja i ucieczka. To dobre rozwiązanie. To, co osiągnąłem przez ostatni rok w kontaktach z ludźmi, totalnie zawaliło się w ostatnich dwóch dniach. Nie zależy mi już na nikim...
Wczoraj napisałem rezygnację do mojej aktualnej pracy.
Wczoraj napisałem rezygnację do mojej aktualnej pracy.
poniedziałek, 7 października 2013
Sen 112. Magia czasu
Odczarowałem się! Sam! Bez niczyjej pomocy. Czuję się, jakby spadły mi klapki z oczu. Dzięki temu w jakiś sposób jest lżej, jakoś bardziej spokojnie, a na tym, czym się martwiłem, przestało mi zależeć, bo nie dotyczy przecież mnie. Teraz to już nie moja sprawa. Nie zawaham się ani minuty, gdyby przyszło mi nagle wyjechać z Belo Horizonte. Spakuję najpotrzebniejsze rzeczy i po prostu wyjdę z domu, zostawiając całą resztę i wszystkich daleko za sobą. W ostatnich dwóch tygodniach zrzuciłem krępujące mnie więzy, zmądrzałem, dojrzałem, przewietrzyłem swój mózg i doznałem na nowo wolności umysłu, a to, co siedzi w środku, oswobodziło się z ogólnego ucisku. Nie chciałbym tego zmarnować. Czuję przypływ odwagi i energii. Mawia się, że czas leczy rany (może nie wszystkie), ale i otwiera oczy. Na rozwiązanie pewnej sprawy daję 3 tygodnie, maksimum jeden miesiąc (od dnia dzisiejszego). Jeśli otrzymam wynik pozytywny - zostanę i dam szansę, jeśli negatywny - wyjadę w ciągu jednego dnia. Stracę mnóstwo pieniędzy, ale za to odzyskam swobodę myśli.
wtorek, 24 września 2013
Sen 111. 27 kilometrów
Minioną noc spędziliśmy razem, obok siebie, ramię w ramię, ręka w rękę. Było blisko i ciepło. Chyba zrozumiałem, że czas coś zmienić. Nie będzie to łatwe, ale można spróbować. Te 27 kilometrów czegoś mnie nauczyło.
niedziela, 22 września 2013
Sen 110. Zapach Earl Grey
Ze snu wyrwało mnie ciche stuknięcie drzwi. Założyłem bluzę i zszedłem na dół. W kuchni świeciło się światło. Ktoś był wewnątrz. Uchyliłem drzwi i przez szparę zobaczyłem tyłem zwróconego w moją stronę Lemurka Błękitnookiego. Wywnioskowałem, że parzył herbatę. Nic nie mówiąc, usiadłem przy stole. "Wiem, że wszedłeś", nie odwracając się, odezwał się po chwili i postawił na blacie dwie duże filiżanki dymiącej herbaty, spodek z plastrami cytryny i cukiernicę. Obserwowałem, jak krzątał się po kuchni. "Pamiętasz te czasy, kiedy razem parzyliśmy Earl Grey i zachwycaliśmy się jej aromatem?", spytał po chwili. "Tak. Długo wodziliśmy nosami nad filiżankami i delektowaliśmy się jej zapachem, a potem smakowaliśmy ją z cytryną, z cynamonem, z miodem i siadaliśmy na podłodze przy kanapie i oglądaliśmy telewizję", dodałem po chwili. "Jeśli chcesz, możemy to powtórzyć...", uśmiechnął się. Spojrzałem na niego nieco podejrzliwie. "Chodźmy!", ponaglił mnie, zebrał wszystko na tackę i poszedł prosto do salonu. Sięgnąłem do lodówki po lody, wziąłem dwie łyżeczki i udałem się za nim. Na podłodze przy kanapie siedział Lemurek Brązowooki. "Wiesz, że za bardzo nie lubię herbat", odezwał się, gdy tylko przekroczyłem próg. Rozejrzałem się dokoła, lecz po Błękitnookim nie było śladu. Na stoliku stała tacka z filiżankami i talerzykami. Błękitnooki jakby rozpłynął się i został po nim jedynie aromat Earl Grey. Usiadłem obok niego na kanapie i zapatrzyłem się w matowy odcień falującego płynu. Przymknąłem oczy i chyba mi się przysnęło, gdyż ktoś zaczął szturchać mnie za ramię. Ocknąłem się. Nade mną nachylał się Błękitnooki. "Zaspałeś", szepnął. "Gdzie nasz gość?, spytałem. Zrobił zdziwioną minę i "Przecież jesteśmy sami", odparł. Miał ubrane dżinsy i biały golf. "Muszę wyjść. Ona już na mnie czeka", oznajmił i ucałował mnie w czoło. Jeszcze nieco zaspanymi oczyma patrzyłem, gdy sznurował buty. "Wrócisz do domu?", zapytałem. "Muszę być z nią", jego głos jakby się złamał, ale nie oderwał wzroku od podłogi. Chciałem znów o coś zapytać, ale mnie uprzedził: "Bądźmy razem tylko wtedy, kiedy śpisz. Tak będzie lepiej." "Ale ja nie śpię!""Śpisz, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy. Śpisz zawsze, gdy tu jestem ja albo on. Śpisz, kiedy nie śpisz i śpisz, kiedy ja śpię. Muszę iść. Trzymaj się!", i chwycił za klamkę. "Dlaczego ona?", zdążyłem jeszcze zapytać. "Przecież i tak nigdy ciebie nie kochałem", powiedział i wyszedł. Sięgnąłem po wciąż gorącą herbatę i zrobiłem kilka łyków. Nakryłem się kocem aż po same uszy i zapragnąłem usnąć najcięższym ze snów, gdy ktoś wyrwał mi poduszkę spod głowy. "Nie śpij, jak u ciebie jestem. Masz może gdzieś pepsi?", zapytał Brązowooki, "Bo ta herbata ma jakiś dziwny smak. Co to w ogóle jest?" "Earl Grey", odparłem krótko. "Nie znam", fuknął i zaczął przerzucać kanały w telewizorze. Zastanawiałem się, skąd te przeskoki w mojej świadomości, nie mogłem się połapać, która strefa mojego snu jest prawdziwa - ta z Błękitnookim czy ta z Brązowookim. Chciałem go spytać, co o tym sądzi, lecz zamiast tego zauważyłem, że ma na sobie mój sznurkowy sweter. "Teraz nie śpię", szepnąłem sam do siebie. "Co takiego?", zareagował po chwili i odwrócił się w moją stronę. "Nie, nic", odparłem. "Jestem zmęczony, chyba pójdę się już położyć", oznajmiłem. "Ty ciągle śpisz! W dzień, w nocy, chodzisz skołowany, za każdym razem szukasz poduszek albo jesteś przykryty kocem. Twoje dzienne sny zaczynają mnie przerażać, jedynie te nocne są bezpieczne", mówił szybko i na jednym wdechu. "Muszę nad tym popracować", oznajmiłem i przyłożyłem głowę do poduszki. W sumie nie wiem, jak długo spałem, ale chyba dość długo, gdyż zza zasłon już widać było dzienne światło. Opuściłem stopy na dywan i sięgnąłem po stojący na stoliku kubek z wczorajszą zimną kawą. Przypomniałem sobie swój sen i postanowiłem go zrealizować - zapragnąłem napić się aromatycznej Earl Grey...
niedziela, 15 września 2013
Sen 109. "Nie można należeć do ludzi na zawsze"
Walizki gotowe. Pakowanie najpotrzebniejszych i najważniejszych rzeczy odbywało się w strugach ulewy. Gdy tylko uchyliłem drzwi mego pokoju, na moje buty chlusnęła zebrana wewnątrz woda. Wokół kostek zaplątały się długie wodorosty, a stopy grzęzły pomiędzy śliskimi otoczakami. Zagrzmiało, gdy wszedłem do środka. Brodząc po kolana w zimnej wodzie, zbierałem pływające po powierzchni ubrania, książki, buty, poduszki i wyrwane z notesu kartki i karteluszki. Składałem to wszystko do walizek ułożonych na wysokim stole, musiałem decydować szybko, co wziąć a co zostawić. Niektóre przedmioty są niepowtarzalne i nie wolno mi ich zostawić, zaś inne przecież można kupić prawie w każdym markecie. Zamknąłem zamki błyskawiczne, wystawiłem je do suchego przedpokoju i chciałem otworzyć okna, by woda mogła przez nie wypłynąć, gdy za mną stanął Lemur Błękitnooki. "Czy możesz mi powiedzieć, co ty właściwie robisz?", zapytał. "Wyjeżdżam stąd. Być może znajdę nowe miejsce, gdzie będę mógł swobodnie oddychać". "Znowu nowe miejsce? Powinieneś się ustatkować, znaleźć swój stały kąt i nigdzie już się nie ruszać", rozłożył ręce i patrzył mi prosto w oczy. "Próbowałem to zrobić tutaj, w Brazylii, lecz nie udało mi się... Pomyliłem się i popełniłem zbyt dużo błędów, których, niestety, nie da się naprawić". "Chcesz znów uciec!" "Można też tak to nazwać", odparłem, "Zanim mnie skrytykujesz, pamiętaj, że ty też uciekłeś, i to bez słowa, gdy nasze sprawy się skomplikowały", dodałem szybko. Przeszył mnie wzrokiem, a jego twarz spoważniała. "Co zamierzasz?", spytał krótko. "Pojadę na północ, do Vancouver, tam, gdzie zawsze chciałem pojechać. Zacznę wszystko od początku. Tu też zaczynałem od zera i jakoś się utrzymałem, dałem radę. Czuję, że tam też dam radę i dlatego chcę tu wszystko rzucić i zacząć znów od nowa. Chcę, by było inaczej." "A co powiesz mu? On ci ufa, jesteś jego najlepszym przyjacielem!", spytał. "Nic. Zostawię list z prośbą, by nigdy mnie nie szukał. Brązowooki da sobie radę, jest inteligentnym chłopakiem. Wiele osób mnie zostawiło i przeżyłem, on też przeżyje. Zostawię list, nie mam odwagi powiedzieć mu prosto do oczu, że odchodzę i nigdy więcej się nie zobaczymy." "Nie rób mu tego...", dodał po chwili zamyślenia. "Ty mi zrobiłeś to samo, dlaczego nie mogę ja?", rozłożyłem ręce. "Nie można należeć do ludzi na zawsze...", dodałem po chwili. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem i "Wiem...", wyszeptał i znikł, a ja zostałem pośrodku pokoju w nie najlepszym usposobieniu do sprzątania i wyjaśniania komukolwiek moich skomplikowanych relacji z innymi ludźmi, a w szczególności relacji z Lemurkiem Brązowookim.
piątek, 6 września 2013
Sen 108. Skrajności
Miłość platoniczna należy do najpiękniejszych i najdoskonalszych wymiarów miłości ludzkiej, lecz zarazem jest najbardziej wyniszczająca i wyjałowiona z wszelkich zmysłów. Czemu moją życiową domeną stało się platoniczne zakochiwanie się? W czym jestem gorszy od innych, że nie jest mi dana możliwość miłości zmysłowej?
czwartek, 5 września 2013
Sen 107. Próżnia
Gdy patrzę w jego oczy, gdy siedzę tuż obok niego, gdy kładę mu rękę na ramieniu, gdy spoglądam w jego ładną i uśmiechniętą twarz, czuję wewnętrzny smutek. Dlaczego chce mi się wtedy płakać?
Sen 106. Bliskość
Jeśli chcesz, to ja przytulę się do ciebie. Wtulmy się w siebie. Przytul mnie, ja przytulę ciebie. Przytulmy się razem. Bądź obok, proszę. Zaśnij obok mnie. Twoje ciepło, moje ciepło, twój zapach, mój zapach, twoje bicie serca, moje bicie serca, oddech na szyi, oddech na piersiach. Ramię przy ramieniu, głowa przy głowie. Wspólna kołdra, wspólna poduszka, wspólna piżama. Szkoda że to tylko sen... A łóżko nadal stoi puste...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


