środa, 17 grudnia 2014

Sen 220. Pośpiech

Mina bezcenna, gdy w porannym pośpiechu mylisz mały grzebień ze szczoteczką do zębów... Do tej pory patrzę na siebie z niedowierzaniem...

niedziela, 14 grudnia 2014

Sen 219. ?

A może by tak zniknąć w cholerę raz na zawsze?

Sen 218. Złość

Z Zabytkowego Miasta Błękitnooki wrócił roztrzęsiony i w złym humorze. Trzasnął drzwiami, rzucił kurtkę na komodę i zamknął się w łazience. Przez okno dokonałem szybkich oględzin samochodu, lecz wszystko było w porządku. Czekałem cierpliwie. Gdy wyszedł, spojrzał na mnie i poprawił okularki na nosie. "Miałem starcie z  Markizą", rzekł krótko i rzeczowo. Z wrażenia usiadłem na taborecie. "Jak to możliwe?! Przecież ona została w Belo!", uniosłem głos. "Jak widać nie została. Z tą drugą wariatką jest w Zabytkowym Mieście", postawił czajnik na kuchence. "Podeszła do mnie w galerii i szarpnęła mnie za rękaw. Gdy ją ujrzałem, krew uderzyła mi do twarzy!", opowiadał. "Ona przyjechała tu za mną", przerwałem mu. "Nie! Ona przyjechała tu za nami!", poprawił mnie i podał mi kubek z herbatą. Nawet nie musieliśmy kończyć konwersacji, gdyż rozumieliśmy się bez słów.  

sobota, 13 grudnia 2014

Sen 217. W zimowych zakamarkach

Za oknami szarówka. Opatuleni szalikami wyszliśmy na spacer. Alejki puste. Gdzieniegdzie migocze latarnia, spod lasu słychać wycie psa, a wiatr porusza zmrożonymi gałązkami głogu. Ciemność z otępieniem wdziera się w każdy zakamarek parku. W piaskownicy zastygły w martwym podrygu piaskowe, rozpadające się już, bezokienne baszty. Usiadł na zardzewiałej huśtawce i zaczął odpychać się w tył. Ciszę przeszył przeraźliwy zgrzyt. Zapaliłem papierosa. "Teraz wiem, gdzie jesteś", powiedział i wypuścił w stronę gwiazd obłok pary. Wciągnął chłodne powietrze i opuścił głowę. Podszedłem do niego i zanurzyłem dłoń w jego ciemnych włosach. Wbił wzrok w moją twarz i tak zastygł. "Wiesz, co chcę powiedzieć...", szepnął. Dostrzegłem łzę spływającą po jego policzku. Nachyliłem się i zebrałem ją ustami. "Każdy kolejny dzień sprawia, że niemożność się powiększa i nadzieja gaśnie", oznajmiłem, patrząc mu w oczy. "Właśnie! Nie boisz się tego?", zapytał. "Nie. Dawno przestałem wierzyć", odparłem. Po chwili położył rękę na moim ramieniu. Mocno do siebie przywarliśmy i zniknęliśmy pomiędzy szkieletami półmartwych drzew, zostawiając za sobą wciąż zgrzytającą huśtawkę...

czwartek, 11 grudnia 2014

Sen 216. Mam być cicho

Piąty dzień bez papierosów! Jakoś daję radę. Dziś w mieście kilkanaście razy minęliśmy palących ludzi i prawie przy każdym marudziłem Błękitnookiemu: "On pali... O jaaa... Patrz! Ona też... Jak na złość! Uuuu... Też chcę..." Skrzywiłem się, a mój Lemurek wysyczał z półuśmiechem: "Możesz być już cicho?!"
Wkrótce się złamię, gdyż jadę do Zabytkowego Miasta, a tam zgniecie mnie świadomość bliskości nieosiągalnego Elbiego, mam też spotkać się z Lemurkiem Zmartwychwstałym (a on pali) i pewnie nie wytrzymam.

wtorek, 9 grudnia 2014

Sen 215. Prośba o jedną minutę

W przyszłym tygodniu zamierzam wybrać się do Zabytkowego Miasta. Przejdę się szlakiem Elbiego, pozaglądam w stare kąty, zdmuchnę kurz z miejsc, które pokryły się zapomnieniem, a może zdarzy się cud i kątem oka będę mógł go gdzieś dostrzec... Tylko na chwilę, z daleka, chciałbym spojrzeć na niego i napełnić sny pięknem, uszczęśliwić duszę i nasycić się marzeniami na kolejnych kilka lat pustki.
Proszę tylko o minutę, minutę, która może zmienić moje przyszłe sny... 

czwartek, 4 grudnia 2014

Sen 213. Końce i początki

Jutro rano wyjeżdżam z Belo Horizonte. W polskim domu będę w sobotę wieczorem. To albo koniec wszystkiego, albo początek czegoś nowego - nie umiem tego przewidzieć. Jest jeszcze trzecia możliwość - mogę wrócić do dotychczasowego marazmu, ale wtedy utknę tu na poważnie. Czy decyzja okazała się trafną, dowiem się za jakiś czas. Nawet nie potrafię określić swego samopoczucia. Obojętność - to chyba najlepsza nazwa na to, co teraz czuję.
Rozmawiałem kilka razy z Błękitnookim. Czeka na mnie. Dalsze decyzje podejmiemy wspólnie. Wrócić do BH i tak będziemy musieli, gdyż mamy tu pełno naszych rzeczy, ale na jak długo, tego nie wiemy, i albo tu zostaniemy, albo się przeprowadzimy w nowe miejsce.
Do zobaczenia na polskiej ziemi. 

wtorek, 2 grudnia 2014

Sen 212. Elbi

Najpierw dostałem smsa: "Przyjdę wieczorem". Czekałem w napięciu, gdyż wiedziałem, że prawdopodobnie stało się coś poważnego. Przyszedł. Usiadł w fotelu i po chwili oznajmił: "Odchodzę. To koniec. Lepiej będzie, jak mnie znienawidzisz." I wyszedł, a ja stałem, niemy i ogłuszony, i patrzyłem za nim, jak zbiega po schodach i znika w ciemności.
To było we wtorek 2 grudnia 2008 roku. W tamten dzień odszedł Elbi. Dziś mamy wtorek 2 grudnia 2014 roku. Nie ma go już pełnych sześć lat, a ja nadal pamiętam jego zapach i barwę głosu, czuję na rękach i na twarzy pozostawione przez niego ciepło na obiciu jego fotela, w którym potem ryczałem przez pół nocy. Jutro zacznie się siódmy rok bez Elbiego.
Dziwne to, że osoba, która jest nam bliską, a może się tylko nam wydaje, że jest bliską, potrafi w ciągu chwili zamienić nasze życie w koszmar. Wybaczyłem, nie czuję żalu, nie mam pretensji, chciałbym tylko kiedyś poznać powód tego, co się stało...

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Sen 211. Tuż przed

Dotrwałem do końca. Za mną ostatnia dzienna zmiana i w ogóle ostatnia. W naszym zakładzie przyjęte jest, że nie przychodzi się w ostatni dzień. Zrobiłem poziom i poszedłem, czym niektórych mocno zadziwiłem, a przy okazji ściąłem się z Marudaną. Miałem na to chyba ochotę, chciałem jej dopiec. Szczekała do mnie jak wściekła, a potem poleciała na skargę do biura. Wyśmiałem ją przy wszystkich.
Czuję ulgę, że to koniec. Popijam wino i zerkam w telewizor. Przede mną cztery dni wolnego, a z samego rana w piątek wyjeżdżam do Polski. Czeka mnie pakowanie, sprzątanie domu, trzeba mi też odwiedzić jednych znajomych, których widziałem dawno temu, a znowuż inni wyciągają mnie na piwo i pogaduchy jeszcze przed wyjazdem. Trzeba mi kupić upominki, gdyż w dzień św. Mikołaja będę w domu. Jak na razie to koniec przygody z emigracją.
Emigracja zmieniła mnie bardzo. I na lepsze i na gorsze. Na pewno stałem się bardziej wytrwały i stanowczy, mój język stał się cięty, potrafię tak komuś odpyskować i nawtykać inwektyw przy innych, że delikwent odchodzi czerwony jak burak. Kompletnie się nie przejmuję tym, że ktoś się może obrazić lub rozpłakać. Nie przebieram w słowach, nie ufam, a cynizm stał się poniekąd moją tarczą. Nauczyłem się tu palić i kląć jak szewc. Ze stron negatywnych to ucierpiał mój język ojczysty, co widać zresztą po ubóstwie słownictwa blogowego. Zapomniałem wielu słów i terminów, rzadko używam ulubionej frazeologii, gdyż jest ona nieprzetłumaczalna, a krajowcy i tubylcy nie rozumieją kontekstu lub jej znaczenia. I fakt najbardziej istotny - utraciłem kontakt z większością moich polskich znajomych. A to boli najbardziej.