poniedziałek, 1 grudnia 2014

Sen 211. Tuż przed

Dotrwałem do końca. Za mną ostatnia dzienna zmiana i w ogóle ostatnia. W naszym zakładzie przyjęte jest, że nie przychodzi się w ostatni dzień. Zrobiłem poziom i poszedłem, czym niektórych mocno zadziwiłem, a przy okazji ściąłem się z Marudaną. Miałem na to chyba ochotę, chciałem jej dopiec. Szczekała do mnie jak wściekła, a potem poleciała na skargę do biura. Wyśmiałem ją przy wszystkich.
Czuję ulgę, że to koniec. Popijam wino i zerkam w telewizor. Przede mną cztery dni wolnego, a z samego rana w piątek wyjeżdżam do Polski. Czeka mnie pakowanie, sprzątanie domu, trzeba mi też odwiedzić jednych znajomych, których widziałem dawno temu, a znowuż inni wyciągają mnie na piwo i pogaduchy jeszcze przed wyjazdem. Trzeba mi kupić upominki, gdyż w dzień św. Mikołaja będę w domu. Jak na razie to koniec przygody z emigracją.
Emigracja zmieniła mnie bardzo. I na lepsze i na gorsze. Na pewno stałem się bardziej wytrwały i stanowczy, mój język stał się cięty, potrafię tak komuś odpyskować i nawtykać inwektyw przy innych, że delikwent odchodzi czerwony jak burak. Kompletnie się nie przejmuję tym, że ktoś się może obrazić lub rozpłakać. Nie przebieram w słowach, nie ufam, a cynizm stał się poniekąd moją tarczą. Nauczyłem się tu palić i kląć jak szewc. Ze stron negatywnych to ucierpiał mój język ojczysty, co widać zresztą po ubóstwie słownictwa blogowego. Zapomniałem wielu słów i terminów, rzadko używam ulubionej frazeologii, gdyż jest ona nieprzetłumaczalna, a krajowcy i tubylcy nie rozumieją kontekstu lub jej znaczenia. I fakt najbardziej istotny - utraciłem kontakt z większością moich polskich znajomych. A to boli najbardziej. 

poniedziałek, 24 listopada 2014

Sen 210. Toksyczni ludzie

Właśnie tak!
O dawaniu drugiej szansy już kiedyś pisałem (Sen 131.), ale warto przemyśleć problem raz jeszcze.
Przekonałem się ostatnio na własnej skórze, że dawanie ludziom drugiej szansy jest szkodliwe dla nas samych, i nie mam na myśli tu Błękitnookiego. Mam wrażenie, że danie drugiej szansy to okazanie pewnej słabości, ale jest to także pewna forma zależności od tej osoby - nie chcemy tracić z nią kontaktu z jakiegoś tam powodu. Dałem szansę kiedyś Brązowookiemu, nie uszanował jej i ponownie poważnie się mi naraził (Sen 146, Sen 139, Sen 137.) . Po drugim razie wykreśliłem go z mojego życia i od ponad pół roku nie mam z nim żadnego kontaktu. Muszę to przyznać, że wyszło mi to tylko na dobre.
Tydzień temu po raz drugi naraziła mi się Marudana (nigdy wcześniej o niej nie pisałem). Nienawidzę, kiedy ktoś kłamie mi w oczy, dopuszcza się szantażu i grozi zemstą. Dałem jej szansę rok temu. Teraz zrobiła to samo po raz drugi. To koniec. Jak w przypadku Brązowookiego definitywne zerwanie z nią znajomości wyjdzie mi tylko na dobre.
Toksycznym ludziom nie daje się drugiej szansy, nawet gdyby prosili o nią na kolanach, bo i tak po pewnym czasie zrobią to samo co poprzednio, a w przypadku Marudany zrozumiałem i odczułem na własnej skórze, co znaczy iść do celu po trupach.

Sen 209. Włóczki Markizy

Wczoraj, pod moją nieobecność, Markiza weszła do domu. Siedzi w kącie salonu w swoim bujanym fotelu i robi coś na drutach. Obok niej, na taborecie, siedzi Baba w czerwonej chuście na głowie i trzyma kłębki kolorowej włóczki. Śpiewa w kółko jedną piosenkę i kiwa się w przód i w tył. Gdy wszedłem do domu, spojrzały na mnie cynicznie i się uśmiechnęły. Żadnego komentarza, ani jednej uwagi z ich strony. Wzruszyłem ramionami i poszedłem spać.
Bilety na 5. grudnia już gotowe. Lecę jak ostatnio - przez Londyn.

Sen 208. Spadanie

Siedzę na podłodze i patrzę w ścianę. Okna zasłonięte, w pokoju mrok. Paczka papierosów już prawie pusta, druga butelka wina już prawie opróżniona. Liczę drobinki kurzu, które unoszą się nad podłogą. Cisza. Jedynie od czasu do czasu do uszu dolatują odgłosy pustego domu - zgrzyt okiennicy, trzaski podłogi, szum piasku w ścianach, szelest tapety. Oddycham, ale tak jakbym nie oddychał wcale. Nawet świerszcz w kominku dziś pijany.
Spadam w otchłań egoizmu. Może się czegoś nauczę, gdy dotknę dna.
Łzami zaparowały mi okulary. Włosy rozwiał wiatr, lecz nie osuszył oczu.
Kalejdoskop żywych i martwych.
Co dalej?
Trzeba otworzyć kolejne wino...

sobota, 22 listopada 2014

Sen 207. Pustka

5 grudnia lecę do Polski.
Próbowałem rozmawiać z Błękitnookim. Przedstawiłem i wytłumaczyłem mu wszystko, zapewniłem, że na tym jednym zakładzie pracy świat się nie kończy. Z początku słuchał cierpliwie, przekonywał, że wszystko się ułoży, ale potem coś się mu odwidziało i stwierdził: "Rozumiem, że w ten sposób zakończyłeś naszą relację.""Nic takiego nie powiedziałem!", odparłem zdziwiony. Odpowiedział po chwili zastanowienia: "Nie powiedziałeś tego wprost, ale to wynika z tego, że planujesz tyle zmian w swoim życiu - nowa praca w innym mieście, może nawet powrócisz do Europy. Pomyślałeś o mnie? Zerwałeś ze mną, czyniąc takie plany.""To nie tak!"Rozłączył się, nie dając mi szans na wyjaśnienia.
To było wczoraj, dziś jego telefon jest także wyłączony.
Utraciłem go.

czwartek, 20 listopada 2014

Post 206. Zjebanie

Zbierało się ziarnko do ziarnka, rosło "coś" w zatrważającym tempie i potem się spierdoliło. Runęło jak domek z kart, zawaliło się, rozsypało jak podmyty przez wodę piaskowy zamek. Szkoda słów. Najpierw przybyła Markiza i narobiła awantur, potem wyjechał do Polski Lemurek Błękitnooki, teraz spieprzyło się wszystko w pracy - definitywnie zrezygnowałem, w ostatnią niedzielę dałem wymówienie. Pizda, główna szefowa, szaleje - co chwilę wymyśla nowe zadania, czepia się o byle gówno (np. masz odpięty guziczek w koszuli, nie możesz mieć skarpetek we wzorki (!!)), zmienia grafik z dnia na dzień nie informując o tym pracowników, zrzuca na nocną zmianę dosłownie wszystko i każdego dnia powiększa listę przydzielonych zadań, a jeśli się czegoś nie zrobi lub zrobi się to niedokładnie, grozi dyscyplinarka. U nas nocna zmiana zaczyna się o godz. 17. 00 i do samej północy produkcja idzie pełną parą. Co się da, to uprzątamy w trakcie, ale czyszczenie maszyn, mycie wszystkiego - podłóg, śmietników i całej drobnicy możemy zacząć dopiero po północy. W sobotę na nocce byłem sam, gdyż Złotko został odesłany do domu. Cały zakład sprzątać skończyłem dopiero po 11 godzinach, a i tak według niej było źle i dostałem opierdol. Zapytałem jej, dlaczego nie przydzieliła mi nikogo do pomocy, stwierdziła, że całe sprzątanie może wykonać jedna osoba, a zatrudnienie dwóch to już jest koszt dla firmy. Wkurwiłem się maksymalnie i następnego dnia dałem wymówienie. Nie tylko ja jeden, gdyż w ostatnim czasie odeszło dwóch kolegów z nocnej zmiany. Ja jestem trzeci, z tego co słyszałem, szykuje się do rezygnacji jeszcze trzech pracowników (w tym mój dobry kolega, który jest supervisorem), i są to osoby z samych nocek. Wszyscy mają dość.
Co teraz? Jeśli mam szukać pracy tu, w Brazylii, to decyduję się na przeprowadzkę do innego miasta, a jeśli się nie uda, to wracam do Europy. Może się gdzieś zahaczę, a jak nie to wrócę do Polski i coś tam będę kombinował. Najgorsze jest jednak coś innego - co ja powiem Błękitnookiemu? On jeszcze nie wie... Tu mamy dom! Płakać mi się chce! Chcę położyć się spać i rano się już nie obudzić. Markiza jest bliska zwycięstwa...

poniedziałek, 17 listopada 2014

Sen 205. Busy

Spóźniłem się! Fuck! Spóźniłem się na film. Nawet nie wiem, jaki ma tytuł! Znajomy wyciągnął mnie do miasta na łażenie bez celu. Wróciłem do domu, załączyłem telewizor i praktycznie film już się kończył. Szukałem informacji. Bezskutecznie. W skrócie: film wojenny - dwie walczące armie i spłoszony koń, biegnący po polu bitwy. Zwierzę wpada w zasieki z drutu kolczastego i zostaje uwolnione przez dwóch żołnierzy. Na poranionego konia zostaje wydany wyrok śmierci, lecz pojawia się jego właściciel - oślepiony w bitwie chłopak. Rozpoznają się. Film kończy się powrotem żołnierza do domu i powitaniem z rodzicami. Niesamowicie wzruszające sceny. Wspólnie z Błękitnookim ryczelibyśmy jak bobry. Co to za film??

Miałem dziś poranną zmianę. Na nocną przyszli Złotko i Alf. Na odchodnym rzuciłem im kąśliwie: "Życzę wam takiego "busy", żebyście ochujeli". I wyszedłem.

sobota, 15 listopada 2014

Sen 204. Impreza

Druga wiadomość od Błękitnookiego: "Wyjechałem pociągiem z Warszawy. Zadzwonię wieczorem, jak tylko dotrę do domu. Tęsknię. Buziaki."
Kurcze! Ja tu grzecznie śpię w łóżeczku, a ten szlaja się po świecie! Jak tak można?!

Całkiem niedawno dzwoniła do mnie znajoma z pracy: "Wszyscy są w szoku, że wczoraj nie przyszedłeś! Czy to prawda, że dziś ciebie też nie będzie?!" - wydarła się do telefonu. 
Jakoś nie mogę w to uwierzyć, że zauważyli moją nieobecność. No tak, nikt się ich nie czepiał! Pewnie szampan lał się strumieniami, puszczano balony w niebo i chórem skandowano: "Wiwat! Niech choruje! Niech choruje!" Moja reakcja na to jest bardzo prosta: Wali mnie to!

Sen 203. Sms

Kilka minut temu otrzymałem wiadomość od Lemurka Błękitnookiego: "Właśnie przelatujemy nad Wyspami Kanaryjskimi. Musimy wybrać się tu na wakacje! Tęsknię."
Cieszę się, że ponad połowa drogi już za nim. Wkrótce i ja udam się w tę samą trasę. Być może do domu wrócimy razem. Zobaczymy.

piątek, 14 listopada 2014

Sen 202. Przeplatanka

Nie poszedłem dziś do pracy. Zadzwoniłem do biura i powiedziałem, że się źle czuję i nie przyjdę. "Ale ty zawsze jesteś...", usłyszałem skonsternowany głos. "Dziś mnie nie będzie. Jutro prawdopodobnie też. Sorry". Rozłączyłem się. Naciągnąłem koc na głowę i zwinąłem się w kłębek.

Błękitnooki jest już gdzieś daleko nad Atlantykiem. Pewnie, słuchając mp3, podziwia toń oceanu lub, zaciągnąwszy kaptur na głowę, drzemie.
  
Nadal boli mnie ramię po upadku ze schodów. Tamtego dnia nie daliśmy się Markizie. Dostała zakaz zbliżania się do domu, pomimo tego nie odpuściła i nadal koczuje w pobliskim parku.

Przeczytałem już wszystkie książki przywiezione z Polski. Na półce zostały dwie cegły: w języku oryginalnym tomiszcze "David Copperfield" i przerażający "Ulisses" Joyse'a. Jeśli braknie mi odwagi na jednego lub drugiego, przeproszę się z Kindlem, który utonął na dnie którejś z szuflad.

Pogoda ostatnio nie rozpieszcza. Mokro, parno, burzowo. Robactwo (oby tylko one) pcha się do domu. Przed wyjściem trzeba szczelnie zamknąć okna i drzwi, gdyż po powrocie można zastać na podłodze w kuchni lub w łazience niezłych rozmiarów niespodziankę...

Elbi przysłał mi kartkę na święta. Tak wcześnie? I te dziwne życzenia...

W pracy bywa różnie - raz na wozie, raz pod wozem. Błękitnooki miał rację, że przez nią się zmieniłem - stałem się nerwowy i niecierpliwy, do tego pyskuję, przeklinam i palę. Takt, spokój, opanowanie, skromność, empatia przeszły do lamusa. Z innego źródła usłyszałem też, że stałem się egoistyczny, ekscentryczny i ekstrawagancki. Hmmm... Zaczynam się bać siebie samego...

A może wizerunek złego, niepoprawnego, bezczelnego chłopca będzie mi bardziej pasować?  

A to wszystko to wina tego potłuczonego lustra. Zamieniliśmy się wtedy odbiciami. Dałem się zwieść i oszukać. Myślałem, że ta zamiana wyjdzie mi na dobre, lecz stało się inaczej. Właśnie to, że nie da się go posklejać, powoduje ciągłe nieszczęścia w moim życiu, gdyż nie możemy odmienić się rolami i powrócić do swoich światów.

Prawdopodobnie pod koniec listopada lub w pierwszych dniach grudnia polecę do Polski. Chciałbym wiedzieć po co, ale po dogłębnej analizie, lepiej nie nastawiać się na nic. Jeszcze nie wiem. Może tak, może nie.