Tagi
Anglia
(30)
Antropologia
(296)
Brazylia
(123)
Dzieciństwo
(9)
Dziwne przypadki Katty
(166)
Elbi
(77)
Emigracja
(156)
Fantasmagorie
(46)
Filmy i seriale
(32)
Fotki
(74)
Inne inności
(170)
Inne Lemury
(26)
Katta Supervisor
(7)
Książki
(44)
Lemur Błękitnooki
(187)
Lemur Brązowooki
(47)
Lemur Jasnowłosy
(4)
Lemur Zmartwychwstały
(3)
Markiza
(46)
Odkrycia Lemura
(18)
Okolice Lemurii Małej
(9)
Opowieść na faktach
(3)
Podróże
(82)
Powszechność
(58)
PPirx
(8)
Praca
(90)
Real Katty
(55)
Rozterki Katty
(54)
Sny Katty
(42)
Tęsknota
(71)
Uczucia
(128)
Wrażenia
(275)
Zabytkowe Miasto
(30)
Życiowa filozofia Katty
(49)
środa, 17 grudnia 2014
Sen 221. Zapachy nocy
Ostatniej nocy nie tylko ja nie mogłem spać. Błękitnookiego zastałem w fotelu z książką w rękach. Gdy zbliżyłem się, spojrzał na mnie i "Dobra ta książka", szepnął. "Zaciekawiła cię?" zapytałem z uśmiechem, gdyż wiedziałem, że zagorzałym wielbicielem książek, szczególnie opasłych cegieł, nie jest. Przysiadłem na oparciu i przytuliłem swoją głowę do jego. Jego włosy pachniały szamponem, a skóra szyi wodą po goleniu, mydłem i snem. Uwielbiam ten błękitny mix jego zapachów. "To co teraz robimy? Idziemy spać, czy parzymy herbatę?", zapytał po chwili. "Pijemy herbatę i idziemy spać", skwitowałem. "Dobra. To idź zrobić, a ja tu jeszcze trochę poczytam." "Spryciarz!", szturchnąłem go w ramię i poczłapałem do kuchni.
Sen 220. Pośpiech
Mina bezcenna, gdy w porannym pośpiechu mylisz mały grzebień ze szczoteczką do zębów... Do tej pory patrzę na siebie z niedowierzaniem...
niedziela, 14 grudnia 2014
Sen 218. Złość
Z Zabytkowego Miasta Błękitnooki wrócił roztrzęsiony i w złym humorze. Trzasnął drzwiami, rzucił kurtkę na komodę i zamknął się w łazience. Przez okno dokonałem szybkich oględzin samochodu, lecz wszystko było w porządku. Czekałem cierpliwie. Gdy wyszedł, spojrzał na mnie i poprawił okularki na nosie. "Miałem starcie z Markizą", rzekł krótko i rzeczowo. Z wrażenia usiadłem na taborecie. "Jak to możliwe?! Przecież ona została w Belo!", uniosłem głos. "Jak widać nie została. Z tą drugą wariatką jest w Zabytkowym Mieście", postawił czajnik na kuchence. "Podeszła do mnie w galerii i szarpnęła mnie za rękaw. Gdy ją ujrzałem, krew uderzyła mi do twarzy!", opowiadał. "Ona przyjechała tu za mną", przerwałem mu. "Nie! Ona przyjechała tu za nami!", poprawił mnie i podał mi kubek z herbatą. Nawet nie musieliśmy kończyć konwersacji, gdyż rozumieliśmy się bez słów.
sobota, 13 grudnia 2014
Sen 217. W zimowych zakamarkach
Za oknami szarówka. Opatuleni szalikami wyszliśmy na spacer. Alejki puste. Gdzieniegdzie migocze latarnia, spod lasu słychać wycie psa, a wiatr porusza zmrożonymi gałązkami głogu. Ciemność z otępieniem wdziera się w każdy zakamarek parku. W piaskownicy zastygły w martwym podrygu piaskowe, rozpadające się już, bezokienne baszty. Usiadł na zardzewiałej huśtawce i zaczął odpychać się w tył. Ciszę przeszył przeraźliwy zgrzyt. Zapaliłem papierosa. "Teraz wiem, gdzie jesteś", powiedział i wypuścił w stronę gwiazd obłok pary. Wciągnął chłodne powietrze i opuścił głowę. Podszedłem do niego i zanurzyłem dłoń w jego ciemnych włosach. Wbił wzrok w moją twarz i tak zastygł. "Wiesz, co chcę powiedzieć...", szepnął. Dostrzegłem łzę spływającą po jego policzku. Nachyliłem się i zebrałem ją ustami. "Każdy kolejny dzień sprawia, że niemożność się powiększa i nadzieja gaśnie", oznajmiłem, patrząc mu w oczy. "Właśnie! Nie boisz się tego?", zapytał. "Nie. Dawno przestałem wierzyć", odparłem. Po chwili położył rękę na moim ramieniu. Mocno do siebie przywarliśmy i zniknęliśmy pomiędzy szkieletami półmartwych drzew, zostawiając za sobą wciąż zgrzytającą huśtawkę...
czwartek, 11 grudnia 2014
Sen 216. Mam być cicho
Piąty dzień bez papierosów! Jakoś daję radę. Dziś w mieście kilkanaście razy minęliśmy palących ludzi i prawie przy każdym marudziłem Błękitnookiemu: "On pali... O jaaa... Patrz! Ona też... Jak na złość! Uuuu... Też chcę..." Skrzywiłem się, a mój Lemurek wysyczał z półuśmiechem: "Możesz być już cicho?!"
Wkrótce się złamię, gdyż jadę do Zabytkowego Miasta, a tam zgniecie mnie świadomość bliskości nieosiągalnego Elbiego, mam też spotkać się z Lemurkiem Zmartwychwstałym (a on pali) i pewnie nie wytrzymam.
Wkrótce się złamię, gdyż jadę do Zabytkowego Miasta, a tam zgniecie mnie świadomość bliskości nieosiągalnego Elbiego, mam też spotkać się z Lemurkiem Zmartwychwstałym (a on pali) i pewnie nie wytrzymam.
wtorek, 9 grudnia 2014
Sen 215. Prośba o jedną minutę
W przyszłym tygodniu zamierzam wybrać się do Zabytkowego Miasta. Przejdę się szlakiem Elbiego, pozaglądam w stare kąty, zdmuchnę kurz z miejsc, które pokryły się zapomnieniem, a może zdarzy się cud i kątem oka będę mógł go gdzieś dostrzec... Tylko na chwilę, z daleka, chciałbym spojrzeć na niego i napełnić sny pięknem, uszczęśliwić duszę i nasycić się marzeniami na kolejnych kilka lat pustki.
Proszę tylko o minutę, minutę, która może zmienić moje przyszłe sny...
Proszę tylko o minutę, minutę, która może zmienić moje przyszłe sny...
niedziela, 7 grudnia 2014
czwartek, 4 grudnia 2014
Sen 213. Końce i początki
Jutro rano wyjeżdżam z Belo Horizonte. W polskim domu będę w sobotę wieczorem. To albo koniec wszystkiego, albo początek czegoś nowego - nie umiem tego przewidzieć. Jest jeszcze trzecia możliwość - mogę wrócić do dotychczasowego marazmu, ale wtedy utknę tu na poważnie. Czy decyzja okazała się trafną, dowiem się za jakiś czas. Nawet nie potrafię określić swego samopoczucia. Obojętność - to chyba najlepsza nazwa na to, co teraz czuję.
Rozmawiałem kilka razy z Błękitnookim. Czeka na mnie. Dalsze decyzje podejmiemy wspólnie. Wrócić do BH i tak będziemy musieli, gdyż mamy tu pełno naszych rzeczy, ale na jak długo, tego nie wiemy, i albo tu zostaniemy, albo się przeprowadzimy w nowe miejsce.
Do zobaczenia na polskiej ziemi.
Rozmawiałem kilka razy z Błękitnookim. Czeka na mnie. Dalsze decyzje podejmiemy wspólnie. Wrócić do BH i tak będziemy musieli, gdyż mamy tu pełno naszych rzeczy, ale na jak długo, tego nie wiemy, i albo tu zostaniemy, albo się przeprowadzimy w nowe miejsce.
Do zobaczenia na polskiej ziemi.
wtorek, 2 grudnia 2014
Sen 212. Elbi
Najpierw dostałem smsa: "Przyjdę wieczorem". Czekałem w napięciu, gdyż wiedziałem, że prawdopodobnie stało się coś poważnego. Przyszedł. Usiadł w fotelu i po chwili oznajmił: "Odchodzę. To koniec. Lepiej będzie, jak mnie znienawidzisz." I wyszedł, a ja stałem, niemy i ogłuszony, i patrzyłem za nim, jak zbiega po schodach i znika w ciemności.
To było we wtorek 2 grudnia 2008 roku. W tamten dzień odszedł Elbi. Dziś mamy wtorek 2 grudnia 2014 roku. Nie ma go już pełnych sześć lat, a ja nadal pamiętam jego zapach i barwę głosu, czuję na rękach i na twarzy pozostawione przez niego ciepło na obiciu jego fotela, w którym potem ryczałem przez pół nocy. Jutro zacznie się siódmy rok bez Elbiego.
Dziwne to, że osoba, która jest nam bliską, a może się tylko nam wydaje, że jest bliską, potrafi w ciągu chwili zamienić nasze życie w koszmar. Wybaczyłem, nie czuję żalu, nie mam pretensji, chciałbym tylko kiedyś poznać powód tego, co się stało...
To było we wtorek 2 grudnia 2008 roku. W tamten dzień odszedł Elbi. Dziś mamy wtorek 2 grudnia 2014 roku. Nie ma go już pełnych sześć lat, a ja nadal pamiętam jego zapach i barwę głosu, czuję na rękach i na twarzy pozostawione przez niego ciepło na obiciu jego fotela, w którym potem ryczałem przez pół nocy. Jutro zacznie się siódmy rok bez Elbiego.
Dziwne to, że osoba, która jest nam bliską, a może się tylko nam wydaje, że jest bliską, potrafi w ciągu chwili zamienić nasze życie w koszmar. Wybaczyłem, nie czuję żalu, nie mam pretensji, chciałbym tylko kiedyś poznać powód tego, co się stało...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
